sobota, 16 kwietnia 2011

Net mi znika chwilami. Nie wiem, czy wieczorem znów nie zniknie, bo ma tendencje do znikania koło 20tej i pojawiania się ok. 9 rano... Akurat wtedy, kiedy najbardziej go potrzebuję, to znika:/

Znalazłam routerowi nowe miejsce i chyba jest to najlepsze miejsce z dotychczasowych. Może będzie net non stoper;p

Weekend jak to weekend, nic wielkiego dla mnie. Akurat spędzam go w towarzystwie Olka i Kelly i dobrze. Nie muszę oglądać chmurnego oblicza byłego, który gotowy jest pokłócić się o każdą pierdołę. Pojechałam do starego domu. Spakowałam kilka rzeczy, które chciałam jeszcze stamtąd zabrać. Uzbierało się tego trochę, a musiałam wrzucić wszystko na torby z zakupami, które zrobiłam przed pojechaniem na stare śmieci.
Boszzz... jak ta chata wygląda...! Syf i malaria, porozstawiane kubły, tapety, skrzynki z narzędziami, brudne naczynia czekają na zmywanie, sterta butelek na stole w salonie mówi za siebie, dobrze, że jeszcze satelita wisi i pudełko działa...
Na piętrze nie jest lepiej. Cóż... Zawsze mnie zastanawiało, kiedy się mu kończy kasa, bo wygląda na to, że na piwo i ćmiki zawsze się znajdzie!!! Ale na jedzenie dla dziecka, czy opłaty za żłobek oczywiście nie ma... Jak widać, na benzynę też mu starcza...
Coś mi się wydaje, że mamy ciut odwróconą hierarchię wartości - dla mnie najważniejszy jest dach nad głową, ogrzewanie, jedzenie dla małego, czystość i porządek, a pod koniec, jak już wszystko opłacę i kupię, co muszę, mogę sobie pozwolić na jakąś flaszkę. A u mnie flaszki z alko dość długo żyją... wypijam jeden kieliszek wina albo jednego drinka wieczorem w weekend, więc mogę sobie barek założyć nareszcie;))) Stojak na wina też się nareszcie zapełni;) Co prawda, nie wiem kiedy, ale może się znajdzie kilka okazji do tego, jak się znajdą fundusze;)
I jeszcze jedno w sprawie finansów - kiedy mówię, że nie mam kasy, to naprawdę nie mam, a widocznie nie wszyscy mają tak jak ja i kiedy zostaje im w kieszeni stówa do końca tygodnia, to już mówią, że nie mają kasy, tak jak ten pan wspomniany powyżej...

Prawdę mówiąc, żyję sobie na luzie. Nie przejmuję się brakiem czasu, bo mam sporo w weekendy. Nareszcie zajmę się fotografią!:) Może odwiedzę klub w Bray, bo od kilku miesięcy planuję zapisanie się tam. Chciałabym też wrócić do karate, ale nie wiem, czy to nie będzie za dużo na raz, skoro nie mam czasu na sen w ciągu tygodnia...

Na wyjścia do pubu nie mam czasu, pieniędzy, a potrzebowałabym także kogoś, kto zostałby na kilka godzin z Olem. Pewnie, że mogę wykorzystać byłego i nie omieszkam tego zrobić, ale jednak... rano trzeba wstać...

A propos wstawania - Olo poszedł spać koło 20tej, więc rano wstał po 7mej, a nie po 6tej!:) Tylko nie wiem, po jaką cholerę ja się obudziłam o zwykłej godzinie - 6.30, a poszłam spać o północy:/
Dobrze się tu śpi - jest cicho, powietrze jest czyste, niezagrzybione, jest ciepło... sielanka;)

1 komentarz:

  1. No i super:) Ciesz sie tymi chwilami i ładuj akumulatorki:) Pomalu wszystko sie poukłada. Sielankowej niedzieli!:)

    OdpowiedzUsuń