W telegraficznym skrócie:
Wszystkiego naj w Nowym Roku, oby był nie gorszy od 2010, a może nawet mógłby być lepszy?;)
W piątkowy wieczór wróciliśmy z Olkiem z PL. E. przyleciał wcześniej, bo miał kilka robót, sprzątanie i zamówienie na olej opałowy do zrealizowania, a poza tym, chciał wykorzystać bilet pierwotnie zabukowany na ostatni dzień grudnia.
Tak spodobało mu się w PL, że stwierdził, że nie ma większego sensu siedzenie do usranej w Ira i dobrze byłoby się przenieść do centrum Europy:) W to mi graj, bo mam już powyżej dziurek pewnych spraw w Ira. W PL też miałam, ale już zapomniałam;p Pewnie z urzędasami będą przejścia w PL itp., ale tutaj robi się coraz mniej ciekawie i ludzie jakby mniej życzliwy też się stają w tych czasach recesji...
No i te domy...
Nawet E stwierdził, że mieszkamy w jakiejś ruderze... Samo ogrzewanie tego cholerstwa kosztuje fortunę. Nie wspomnę ile, bo wam wszystko zblednie z wrażenia. Plan jest taki, że grzecznie zapytamy właściciela, czy w zamian za doglądanie i ogrzewanie chałupy nie odpuści nam czynsz, chociażby zimowy! Przy dodatkowych opłatach związanych ze żłobkiem robi się nieco nieciekawie w sprawach finansów, a oszczędzać trzeba na chatę w PL...
No nic, koniec trucia o finansach, będzie o czymś ciekawszym;)
Olo miał tylu ludzi wokół siebie w PL, że prawie zwariował ze szczęścia - nie mógł się doczekać na kolejny dzień zabaw i rozrywek chyba, bo zrywał się o 7.30 czasu polskiego i mało spał w ciągu dnia. Byliśmy ciutek uziemieni, bo u mnie rozwinęło się zapalenie gardła (po tym przesiadywaniu w samolocie 20ego grudnia...), a Olo leczył się z lekkiego przeziębienia (przez to samo). Byliśmy na sankach, zaraz drugiego dna, czyli we wtorek po świętach - mróz niezły, Olo jak bałwanek opatulony, moja siostra siedziała za nim i go trzymała, co by maleństwo nie spadło, a ja i E ciągneliśmy - potem E się zamienił. Ja się nie pisałam na siedzenie na sankach, bo pewnie by się zarwały;) Olutek tak sobie kichnął, że gile poleciały na długość 5cm co najmniej:D Biedak, nie wiedział, co zrobić i czekał bez ruchu na naszą reakcję. Żeby było śmieszniej, to był to ostatni symptom jego przeziębienia i od tego dnia wyglądał na całkowicie 'uzdrowionego' siłami Natury:O:D
Kuzyn (mój jedyny siostrzeniec) robił za 'samolocik' - Olo lubi 'fruwać':) Przyszywana babcia (babcia mojego siostrzeńca) bawiła się z nim lepiej niż rodzona matka (czasem nie mam po prostu siły:/), do tego ciocia (moja siostra), która kocha go nad życie, dziadek (mój tato) i szwagier. Jednego wieczora dołączyła dziewczyna mojego siostrzeńca, Ola, z którą łapie kontakt bez problemu od początku:)
Druga przyszywana babcia (przyjaciółka taty) nigdy nie miała dzieci, ale też go uwielbia (bo naprawdę, obiektywnie mówiąc, nie można go nie uwielbiać;p), no i moja kochana ciocia Irka i wujcio (jedyny prawdziwy, który mi się ostał) - Olo nawet się nie skrzywił, kiedy ich zobaczył, a normalnie zawsze było trochę płaczu, kiedy kogoś 'nowego' widział. Ciocia ma bardzo dobre podejście do dzieci, a z wujciem to on sobie jeszcze pogada, mam nadzieję (wuja jest już wiekowy, ale mam nadzieję, że jeszcze trochę pożyje w zdrowiu:)).
Nie chce mi się już pisać o cyrkach związanych z przelotem do Ira... może innym razem. Wszystko było OK do momentu lądowania samolotu w Dublinie, w każdym razie.
A jutro do roboty znowu:/ brrrrr... pójdę na 8.30, bo nie wiem, na którą mam się zjawić. Zero wiadomości od nich, zainteresowania, listu:/ Tak szanują pracownika.
Olo zostaje w tym tygodniu z tatą (czyli E) i będzie się przyzwyczajał stopniowo do żłobka. Mam nadzieję, że się nie przeziębi znowu, bo w tej ruderze wciąż jest zimno, max 20st i to jeśli się pali w kominku, tudzież jest włączony grzejnik na prąd u Ola w pokoiku.
Moje gardło jakoś nie chce ozdrowieć w tych warunkach, ale już nie wypluwam płuc w nocy...
A lekarka w PL zasugerowała leżenie w łóżku i wzięcie zwolnienia lekarskiego na przyszły tydzień:/ Jeśli się będę dusić (klima tak działa) i będzie gorzej, to innego wyjścia nie będę miała.
Foty przy okazji.
Miało być w telegraficznym skrócie, a zrobił się elaborat;p c.d.n.
Njawazniejsze ze mialas mily odpoczynek w Pl, z naladowanymi pozytywnie bateriami, milymi wspomnieniami nie tylko lzej brac sie za robote ale i lepiej planowac pozytywna przyszlosc. A bez tych planow to nie ma po co zyc.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za ich realizacje.
Doszla Pocztoweczka,Olbrzymia niespodzianka, przemila :)
Przepraszam ze w tym roku nie stanelam na wysokosci zadania, ale to wina Bombka :)
Wycaluj Ola od Ciotki Z Bloga.
Madziu, witam Cię z Nowym Rokiem.Niech zdrówko dopisuje i spełnią się wszystkie marzenia oraz nigdy nie gaśnie radość i nadzieja w sercu.
OdpowiedzUsuńNaładowałaś akumulatorki po spotkaniu z bliskimi, to dużo daje.Człowiekowi więcej się później chce:)
Ogrzewanie to i moja zmora zimowa, bo jak się dowiedziałam od fachowca, że ten który mi instalował zamówił małe grzejniki, które nie dają ciepła na mieszkanie a duży piec, który za dużo pobiera gazu. Skutkiem tego mam duże rachunki za gaz i zawsze czekam do wiosny:)
Życzę Ci dobrego tygodnia i buziaki dla OLA posyłam.
Marysia
kwiaty-majki.blog.onet pl
Bardzo watpie ze w Polsce Wam bedzie lepiej. Oby! Dublinia
OdpowiedzUsuńno fajnie, że jakoś fajnie wygląda, że jest E. Mnie został miesiąc na pozbycie się przynajmniej 5-6 kg.
OdpowiedzUsuńMoja teoria z niewazeniem się okazała się do dupy. Co z tego że brzuch mam prawie płaski, kondycję jak dzwon, że zapinam się na tę dziurkę w pasku na którą daawno się zapinałem, jak waga jest do dupy. Wrrrr. 4 tygodnie, żeby mnie Greenpaece nie wyłowił na GC:(
a co do ogrzewania, to moje 12 cm styropiano i akrylowy tynk polożony wiosną sprawę załatwił raz na zawsze.
OdpowiedzUsuńNie wolno ulegać sentymentom - to o powrocie do naszego ukochanego kraju^^
OdpowiedzUsuńChyba, że sprytny plan zakłada wyrwanie E. z dawnego świata;)
Pozdrowienia koziołkowo-noworoczne.
I juz wszystko wiem i nie zazdraszczam ogrzewania ,,domku z zapałek".
OdpowiedzUsuńzamysliłam się nad Waszym powrotem do kraju polskiego i przyznam ze jest to niegłupie rozwiązanie
dzięki za życzenia Maju:)
OdpowiedzUsuńEll, Bombek to Bombek;) pewnie będzie chłopak, skoro ciągnie Ciebie do mięska, aczkolwiek mnie nie ciągnęło aż tak bardzo:O
Dublinia - mam nadzieję, że plan wypali pozytywnie:)
Tom, weź nie przesadzaj, do walenia Ci daleko:p a kilogramy nie odzwierciedlają czasem spalonych kalorii i tłuszczu, bo mięśnie ważą więcej:)
Buba - do sentymentów mi daleko. to raczej rozsądek i myślenie logiczno - logistyczne mi podpowiada takie rozwiązanie.
Dosia - chociaż Ty jedna w nas wierzysz!!!;)
Ja w was nie wierzę ale ja juz tam mam. Na wszelki wypadek.Użerać się trzeba wszędzie. I tu i tam. POmieszkać można i tu i tam. I na odwrót. No.
OdpowiedzUsuńpaaaaaa!
Zaba