środa, 15 grudnia 2010

Perspektywa

Przyszły rok zapowiada się dość interesująco... choć chyba niezbyt rozrywkowo.

Perspektywa stania się samotną mama nie napawa mnie optymizmem. Nie wiem, co zrobię, gdy mały się rozchoruje. Nie wiem, czy w pracy będą na tyle wyrozumiali. Choć z drugiej strony, wiem, że po moim nowym szefostwie można się spodziewać dobrych rzeczy i życiowego doświadczenia. Mówię o nowym, bo mi zaproponowali stanowisko analityka w dziale piętro niżej, czyli tam gdzie testują produkt końcowy, a nie gówniane intermediates.

Przedszkole mam prawie załatwione już. Codziennie jeżdżę tam z Olciem, żeby się przyzwyczaił i zapamiętał, że po niego wrócę. Na razie robi mi wyrzuty, jak tylko po niego wracam, no bo jak śmiałam go zostawić - oczywiście w języku niemowlęcym, czyli rozpaczliwym płaczem na mój widok:O
Ciężko mi z tym, mam lekkie poczucie winy, ale cóż, kiedyś muszę wrócić do pracy przecież i zająć się ciułaniem na przyszłość i dobrobytem teraźniejszym.

Dobrze, że wczoraj się zreflektowałam, żeby zadzwonić do roboty, do kadr i popytać o moje wakacyjne pieniądze i bonusa. Podobno jutro coś mi się skapnie. Mam już kolejkę do tej kasy - pies na szczepienie, olej opałowy (bo się skończył i gdyby nie kaloryfery olejowe na prąd, to w chacie byłaby lodówko-zamrażarka), cokolwiek do rentu za grudzień, moje kosmetyki (bo wszystko się już zestarzało...), może jakiś kawał nowego ciucha na grzbiet, bo jakoś tak powyrzucałam część ciuchów przy przeprowadzce i zostało mi niewiele zimowych. Olo na razie jest ok z ciuchami, ale wkrótce znów czeka mnie kilka sztuk odzieży wierzchniej, bo sweterek się robi krótki, a bluza też go dogania. A u nas nie chce być cieplej:/ Wciąż zimno... dobrze, że chociaż nie pada:) Mam tylko nadzieję, że do (prawie) końca stycznia starczy mi kasy na benzynę:/

Staram się patrzeć pozytywnie w przyszłość. Nareszcie nie będzie mi nikt ględził nad głową, nareszcie się uwolnię z jakiegoś chorego układu, który trudno nazwać związkiem (od kilku miesięcy już tak było). Jeszcze mi trudno przejść nad tym do porządku dziennego i od czasu do czasu sobie popłaczę, ale widocznie tak musi być, emocje się oczyszczają. Taki ciężki kamlot mam na szyi, że hej.

Czytam wszystko co możliwe nt. dodatkowych zasiłków dla samotnych matek i instytucji, gdzie można się po to zwrócić.

Co do rodziny E. no i Olcia - nie mam zamiaru odcinać się od babci i ciotki, bo nic mi złego nie zrobiły, a Olo powinien móc polegać na kimś jeszcze poza mną. No bo E. się nie nadaje na kogoś, na kim można polegać...

Prawdę mówiąc, cieszę się, że się uwolnię, ale martwię się o finanse i o ogólną sytuację, o kierunek rozwoju tego wszystkiego. Wolałabym, żeby Olo poszedł do szkoły w PL, a nie tutaj. Ale nie wiem też, czy to dobry pomysł, żeby tam wracać. Czy ja się odnajdę w realiach polskich (bo wiem, że ludziom jest ciężko się odnaleźć po powrocie do PL)?

Jest wiele pytań i jak dotąd, zero odpowiedzi.

A dla E. same plusy sytuacji - nie nadaje się na partnera stałego, jak widać, więc będzie znów sam (tak jak jego rodzeństwo - zero powodzenia w związkach), nie będzie musiał wstawać rano, kiedy Olo się obudzi, więc będzie gnił do południa, weekendowe ojcostwo chyba mu służy, skoro woli taki układ, bo nie potrafi się przystosować do życia w związku, będzie mógł chodzić do swoich kumpli na balangi i palić, co tylko dusza zapragnie... nikt mu nie będzie ciosał kołków na głowie o różne duperele... żyć, nie umierać, tylko szkoda, że unieszczęśliwia kolejne dziecko...

Plusy dla mnie? Wolne wieczory, spacery z psiną i dzieckiem, kiedykolwiek będę mieć na to czas i ochotę, satysfakcja z odwalania dobrej roboty, jako samotny rodzic, zero poczucia winy, że ojej, znowu o coś poszło, a być może on wcale taki zły nie jest... tylko nie wiem, co się stanie, gdy się rozchoruję na głupią grypę, a nikogo do pomocy nie będę mieć w domu:/ Wyjście - nie chorować;p

W zasadzie sporo plusów. Jeden minus - czy ściągalność pieniędzy będzie możliwa co do dnia?
Ale nie wybiegajmy w przyszłość i 'przypadki chodzące po ludziach'.

To chyba mam tyle na dziś do powiedzenia...

4 komentarze:

  1. Potężne plany noworoczne. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  2. k. znowu kolejny rok! aby byl dla nas lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. kurde ja pamiętam jak kraknąłem, jak pokazałaś tatuaż...cholera. Strasznie żałuję, że tobie sie trafił taki matoł, bo z twoim zapałem, zaradnościa i mądrością jakbyś znalazła rozsądnego faceta, to żyłoby się wam dużo łatwiej i przyjemniej.

    Wierzę, że poradzisz sobie, że w końcu to jest przynajmniej TO miejsce, skoro to nie TEN facet.

    Buziaki i uszy do góry... jak ja nie lubię tych Iroli, no niech moja coś takiego sprowadzi do domu z tego Cembrige jak się ewentualnie dostanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. a na marginesie, to fajne zdjęcie Ell, bo Wirka to zawsze taka sama:)


    a to pocieszanie via blog to trochę do dupy jest:(

    OdpowiedzUsuń