To się matka rozerwała;)
Fajnie jest tak całkiem oderwać się od codzienności, pogadać z przyjaciółkami o wszystkim, o problemach i radościach:) Pojechać w długą, porobić zdjęcia (niwiele ich zrobiłam i kiepskie, prawdę mówiąc), zwiedzić Miasto Wikingów, zobaczyć stare kąty (nie udało mi się dojechać nad moją ulubioną zatokę, ale nadrobię następnym razem:)).
Interview interviewem.
Nie wezmę tej roboty, bo:
1. nie podobała mi się atmosfera od samego wejścia do firmy - nawet nie było gdzie dupska uczaplić, bo krzesełek brak, a do tego tekst, że jestem za wcześnie (dosłownie!!! tak recepcjonistka przekazała mi info od tych, do których dzwoniła... kultura firmy...) - przepisowe 15 minut byłam, jak każdy (zawsze się czeka, a ludzie, których się spotyka nie mają wcale tego za złe, wręcz przeciwnie).
2. w zasadzie, w ogóle mnie nie pytali o to, co wiem nt. firmy.
3. bardzo ich interesowała moja współpraca z firmą z sąsiedniego miasta... (nawet imiona miałam im podać) - nie bardzo rozumiem, dlaczego pozostałe firmy, w tym moja obecna, nie wzbudziły w nich podobnych 'uczuć'.
4. praca na zmiany - co prawda w dzień, ale 12-godzinne i do tego włączając weekendy.
5. praca na kontrakt 6-miesięczny - nie będę rzucać stałej posady na niezłych warunkach socjalnych dla jakiejś efemerydy.
Koniec końców i tak mnie nie chcieli - być może dlatego, że wspomniałam o dziecku, ktrórego nie będę narażać na własną nieobecność poza przepisowymi 9 godzinami dziennie i skazywać go na nianię. Wiecie, dyskryminacja istnieje i tak naprawdę, chyba coś w tym jest, skoro babki dzieciate pracują w firmach latami, a jedynie single zmieniają pracę jak rękawiczki (też tak miałam).
Nom.
U Marysi przenocowałam. Poszłyśmy na dwa drinaski do pubu (żadnych ciekawych typów nie zauważyłam;p), w domu jeszcze po kielonku riojy sobie walnęłyśmy. Pod drodze obgadałyśmy wszelkie możliwe tematy. Poradziła mi trochę (dobrze mieć mądrych przyjaciół), do tego kiedy się wchodzi do jej domu (kupiła w końcu ten, który wynajmowała w Waterford, bo tanio wystawili na sprzedaż), od razu się człowiekowi papa śmieje i jakoś tak ciepło i błogo na sercu się robi:) Kobieta ma dar urządzania wnętrz i pomimo swojej kwitnącej kariery, powinna go rozwijać, moim zdaniem.
Rano jechała na drugi koniec Irlandii, bo ma wykłady w weekendy i poniedziałki w miasteczku na zachodnim wybrzeżu, więc ja sobie poczłapałam na miasto i zakupy...
Przytargałam kilka siat z: kilogramem seksownej bielizny dla mnie, ciuszkami dla Ola, pierdołami i poduchami do domu... Tragedia, ile można wydać na pierdoły w obcym mieście;)
A potem jazda do Dunmore East, Tramore i Dungarvan w końcu. Dojechałam do Ani, przegadałam z nią kilka godzin, przy okazji odwiedziłam również jej małe dziecię - Rafałka i męża - C.
Koło 19 wsiadłam w samochodzik mój malutki i w 3 godziny byłam w domu (nowy odcinek autostrady otworzyli w piątek - z Kilkenny do Carlow).
Olo już spał, ale chyba za bardzo za mną nie tęsknił, bo z tatą się świetnie bawił. Bardziej Kelly, która wszystkie rozstania przeżywa dogłębnie...
Jeśli znajdę jakieś sensowne foty, to wstawię;)
Tymczasem, borem lasem...
PS. Wzięłam się za składanie rozsypanej w cząsteczki układanki. Myślałam, że będzie trudniej, ale chyba jest ok...;)
Przeprowadzamy się bardziej na południe, z dala od scumbagów.
Coraz poważniej myślę o fotografii i własnym biznesie, bo za długo nie pociągnę w zdrowiu psychicznym pod czyjąś komendą...
Składaj, składaj. Ty wiesz najlepiej, czy warto i czy to jest to, czego pragniesz. Lepiej budować niż burzyć. Sie wie.
OdpowiedzUsuńZaba
nie wiem co napisać... nie wiem na ile jesteś zdeterminowana z tą fotografią i jakie szanse na pracę w tej branży masz. Ja po 10 latach zacząłem robić całkiem coś innego, teraz już mi się nie chce zmieniać, inna sprawa, że pewnie za dobrze mi.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się na pewno tęsknił za mamą, tylko tak udawał że nie;)))
bardzo ciekawie jest teraz u ciebie. Poczekam na kolejne nocie i zobaczę co z tego wszystkiego chcesz stworzyć.
OdpowiedzUsuń:) Nadrabiam zaległości, silna jesteś, dasz radę!
OdpowiedzUsuńtak zajrzalam do Ciebie po dlugiej nieobecnosci...widze ze masz niewesolo :/
OdpowiedzUsuńJestes silna i sobie poradzisz z kazdym problemem,zobaczysz .CZasem wyglada wszystko czarno ale grunt to swiatelko w tunelu :)
parsley
Byle światelkiem nie okazl sie pociag. A tak swoja droga, to nie irytuje Cie to, ze wszyscy mowia: silna jestes, dasz rade? Z zycia wlasnego wiem, ze wcale sie nie chce tej sily, tylko normalnego faceta, ktory daje wsparcie, zdopinguje do dzialania, a nie ciagnie w dol i zmusza do wydobywania z siebie tej sily. Nosek dogory, kiedys w koncu musi byc lepiej przeciez.
OdpowiedzUsuńOlinka
Olinka, weź mi zapodaj linka do bloginka własnego, bo kurna mi się zgubił gdzieś znowu!!!!!!:(
OdpowiedzUsuń