wtorek, 7 września 2010

Po dwóch dniach deszczu zaświeciło słońce - można na spacer nareszcie się wybrać:)

Kelly odkryła 'tarzanie się' - czyli... to, co każdy pies lubi najbardziej - nasiąkanie zapachem czegoś zepsutego i śmierdzącego... ohyda...

Dotychczas, otrzymałam 2 (słownie DWA = tak źle chyba jeszcze nie było = źle się dzieje na rynku pracy dla profesjonalistów) telefony z agencji pracy. Jeden od starej agentki, a drugi z propozycją pracy w Cork, albo nawet bardziej w kierunku Limerick. Prawdę mówiąc, nie pasują mi te kierunki i poczekam sobie na Waterford (podobno jedynie 90min do Dublina teraz jest, dzięki autostradzie).
No i... agentka mi jakąś ira-firmę przedstawiła. Zobaczymy. Gorzej, jeśli będą chcieli, żebym do roboty się zaprzęgła od razu, bo do tego mi daleko teraz. Po pierwsze Olo - wolę z nim zostać w domu jeszcze te kilka miesięcy i popatrzeć na rozwój, po drugie - opiekunka dla niego, po trzecie - dom. Trochę kasy trzeba mieć na to i czas też by się przydał. Tym bardziej, że w ciągu tygodnia, najprawdopodobniej będę jedynie ja i właśnie opiekunka:/
Nie obchodzi mnie, że E się stawia i oskarża o rozwalanie związku. On go rozwalał od początku i jakoś tego nie zauważał. To teraz moja kolej. Na bycie szczęśliwą również.

2 komentarze:

  1. zaczekaj na jakąś lepszą a juści!
    a propos E... widzę, że i u Ciebie w związku dupnie. podobnie jak u mnie. pozdrowienia z Wisłolandu

    OdpowiedzUsuń
  2. Aha! Czyli teraz pora na przerzucanie się odpowiedzialnością za rozwalenie związku. Może lepiej byłoby energie poświęcić na jego naprawianie?Żale wzajemne zwykle przesłaniają wszystko a może jeszcze się kochacie? Może obojgu wam zależy tylko przyznać się nie honor? Może jeszcze raz od nowa, na wspólnie ustalonych warunkach albo bezwarunkowo byle bez ślubu!!!! U Ani Miszowej źle, u Ciebie też. Pomór?
    Zabazatroskana

    OdpowiedzUsuń