piątek, 16 lipca 2010

Myślę, więc jestem?... chyba chora...

Tak się czasem zastanawiam, co się porobiło z tym życiem mym...

Kiedyś, dawno dawno temu, miałam dość jasno określone plany na przyszłość, na życie itd. Ale wtedy byłam spokojnym człowiekiem, bez urojonej i prawdziwej rzeczywistości włażącej z buciorami do mojego życia wewnętrznego.

Nom.

I tak się zastanawiam również, co by tu zrobić, żeby ten spokój dawny przywrócić. bo przecież nerwówki ostatnich 7 lat nie wymarzę z pamięci w żaden znany mi sposób. Tak, nerwy i hormony załatwiły mnie na cacy. W zasadzie, nawet nie mnie, ale moją psyche. Nie wiem, dlaczego się denerwuję i dlaczego powodem jest PRZYSZŁY powrót do pracy? W końcu, nie wracam teraz, tylko dopiero w styczniu!
Skończyłam się zamartwiać kasą na przetrwanie 4 miesięcy urlopu bezpłatnego, to zaczęłam powrotem do durnej tyry... A potem na pewno będę się stresować głupotą tego fiutka, który mieni się naszym superwisiorem...
Czy jest jakieś wyjście z tego kołowrotu?
Aha, do tego dojdzie poczucie winy za zostawianie Ola na pastwę obcych ludzi w creche'u (czyli ichnim połączeniu żłobka z przedszkolem):/
Kurna, depresja murowana po miesiącu takiego życia.
Oczywiście, zero możliwości odreagowania i stresu i poczucia winy... Można się bardziej zaplątać w życiu?

Może by walnął grom jakiś z jasnego nieba i byłoby tak, jakbym naprawdę chciała? Luzackie życie, bez obaw o jutro, z możliwością doglądania dziecięcia 24/7?
Chyba w lotto musiałabym wygrać i to bynajmniej nie polskie lotto...

4 komentarze:

  1. Wez i wygraj, bo faktycznie zamarudzisz sie na amen.
    Syndrom emigranta, takie dziwnie zjechana psychika i to porownywanie i analizowanie. Od tego sie nie ucieknie, nawet gdybys wrocila na stale do pl.
    Bleeee
    Mozna sie przekrecic
    Trzymaj dobra diete i duzo cwicz.
    Zycie musimy przezyc.
    Buziak Kochana.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za komentarz podtrzymujący na duchu. Kasy to wiecznie za mało. Ale najważniejsze, żeby dziecię było zdrowe. A z kasa jakos się da radę. Potem jeszcze tu wpadnę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobno we Włoszech jest kumulacja, gramy?
    :)))
    Pracuję z mamami i każda z nich przeżywa straszne chwile, gdy młodzież w domu zostawić musi, albo gdzieś w opiekę oddać. Widać taki life. A kto jak nie hardy Koziołek ma temu dać radę, no kto?

    OdpowiedzUsuń
  4. No popatrz! A po wielu latach radosnej opieki nad dziecięciem ono nie ma najmniejszych oporów żeby wysłużona mać wypchnąć do...żłobka dla zgredów! Heheheehhehehehe! I wcale nie chce się radośnie opiekować jak na ten przykład ja , czy zaniedługo mój syn.
    A życia wcale nie trzeba przeżywać. Samo zleci, kopiąc niemiłosiernie w dupę!
    Zaba

    OdpowiedzUsuń