niedziela, 4 kwietnia 2010

Vipassana

czyli medytacja wglądu. Nie będę się rozpisywać, na czym polega, powiem tylko, że to świetne antidotum na złudną rzeczywistość. Wczoraj pomogła - efekt utrzymywał się około godziny, więc może po dobrym treningu, np. każdego wieczora po pół godzinki, efektem będzie spokój kilkugodzinny, a potem nawet 24/7? Spróbować warto:) Choćby dla własnego zdrowia psychicznego (i w moim przypadku, dobrego i bezbolesnego rozwoju dziecka, skoro się tak stresowałam, będąc w ciąży - mam wrażenie, że ten stres pozostawił swoje piętno).

Koło południa pogadałam z rodzinką przez skajpa - nie ma to, jak rodzinny spęd, przynajmniej można pogadać z każdym.
W międzyczasie, Szanowny T. się zebrał i odwiózł Smarkacza vel Szanownego Księciunia do chaty. Coś czuję, że Tortowski straci swój tytuł, bo już jakoś nie przypomina torcika, ale jakieś chilli con carne o lekko wpieniających rezultatach trawiennych...

Tak sobie imaginuję, że może szanowałby ten związek bardziej, gdybyśmy byli po ślubie. No wiem, że istnieją rozwody, ale... może nie doszłoby do tego. W tym sęk, że mam dość tych prób pt. 'a może będzie lepiej, jeśli...'. Przytłaczają mnie już te wszelkie próby ratowania pozostałości tej historii. Powoli mnie to przerasta. Argumenty nie docierają, równie dobrze mogłabym gadać do ściany.

Przez ostatnie 2 dni nie miałam nawet czasu na jedzenie, co zaczyna się powoli odbijać na laktacji... nie powiem, żeby mnie to cieszyło, bo zakładałam karmienie piersią do czwartego miesiąca co najmniej.
Olo ma dzisiaj jakiś lekki stan podgorączkowy, a zmiana diety (a raczej tej mieszanki niemlecznej) spowodowała u niego lekkie wariacje, czyli cholera wie, dlaczego płacze. W akcie desperacji zmierzyłam temperaturę, ale 37.0 to jeszcze nie powód do rozpaczy, szczególnie gdy w domu jest nieźle nagrzane, a on płakał od dłuższego czasu. Gorzej, jeśli się to utrzyma, albo wzrośnie:/ Nochal mu oczyściłam i maść majerankową pod nim rozsmarowałam, jak co wieczór zresztą.

Hmm... jeszcze sesja jogi i coś na ruszt, a potem sesja vipassany i chyba powlokę się do wyra, bo lekko mnie wykończyły te 2 ostatnie dni:/

to borem lasem...

PS: Jak Wam jajka smakowały tej Wielkanocy?;p

PS2: Żabcia wspomniała o przeżarciu słodyczami dzisiaj i tak mi się przypomniało. Mój siostrzeniec ma kumpla, który się urodził z rozwalającą się wątrobą, przez co biedaczek jest nieco ograniczony i nie może pić alko. Wobec czego, ukuł teorię, że po nażarciu się cukru ma taki sam odlot jak inni po kilku kielonkach:D W zasadzie, z chemicznego punktu widzenia ma rację... Jeśli cukier podfermentuje w styczności z jakimiś drożdżami bytującymi w jego ciele (tylko, czy to jest możliwe, że one tam są???), to rozłoży się na alkohol etylowy (i coś tam jeszcze;p)... Podobno były wypadki, że ludzie po zjedzeniu kilku jabłek wpadali na kontroli, bo im się pojawiał alko w wydychanym powietrzu. To może po zjedzeniu 1 kg jabłek też się alko produkuje w żołądku???;D Sprawdzać na sobie nie będę:D

4 komentarze:

  1. Pomimo tego, ze ja sama jestem po slubie, naprawde wydaje mi sie ze papier nie ma zadnego znaczenia na to jak dany zwiazek wyglada. Ludzie szanuja sie bez slubu, a inni walcza pomimo tego, ze zawierali zwiazek w urzedzie czy wrecz przed Bogiem. Jak czytam Twoje posty to mi sie moj ex przypomina. Przez bardzo dlugi czas nie moglam sie pogodzic z tym ze on podejmowal decyzje nie tylko, ze bez konsultacji ze mna, ale zupelnie tak zeby byly one jak najbardziej korzystne dla niego. Podziwiam Cie w sumie, bo ja niedlugo bede 4 lata po slubie i jeszcze nie wydaje mi sie zebysmy dojrzeli do dziecka. Nie mam ochoty posiadac dziecka, w sytuacji gdy tatus pracuje tak jak pracuje i bym musiala sama sie wszystkim zajmowac. Trzymam kciuki i mam nadzieje ze wszystko sie ulozy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy się ułoży, czy nie ślub w ogóle nie jest dobrym pomysłem a brany akurat teraz będzie symbolizował próbę przejęcia na własność i szantażu moralnego. Może być też tak, że obecne zawirowania są spowodowane przybyciem Ola.To dopiero półtora miesiąca wspólnego życia .Za mało, żeby coś powiedzieć o przetrwaniu związku i nawet o stosunku ojca do syna.Przecież uczycie się dopiero razem żyć! Nie może być sielankowo! Patrz i nie spiesz się.Nie strasz odejściem, bo olejna nie wykonana groźba tego typu już nie zadziała.Jestem pewna, że to chwilowy kryzys.
    Zabazatroskana

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu, Madzialena, plizzz... wpakowalas sie w dziecko (dobra, wiem ze chciane) to teraz sie chcesz wpakowac w malzenstwo zeby byc bardziej szanowana? A potem jak nie wyjdzie to co, drugie dziecko do "scalania" zwiazku? Sorry, rzadko komentuje tak emocjonalnie a to w koncu nie moja sprawa jest, ale jak Cie czytalam i Twoje u mnie komentarze to sie nie spodziewalam takiego nastawienia u Ciebie. W ogole to nie rozumiem jak kobiety marza o zwiazkach a potem kurcze to trzeba pracowac nad nimi, isc na kompromisy, walczyc o swa pozycje... i "nie moze byc sielankowo" to po co te zwiazki? Ja sobie wole popijac martini na tarasie zamiast tego. I dziwic sie ze tylu singli przybywa na swicie z kazdym dniem. DUBLINIA

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja to sobie wypoczywam i ucztuje w święta,a po Świętach zobaczymy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń