wtorek, 3 listopada 2009

Marzenia

Tak sobie siedze w tej durnej tyrze i miedzy jednym raportem a kolejnym mysle nad marzeniami, a raczej nad sposobem , w jaki sie realizuja. W zasadzie, mozna powiedziec, ze sie realizuja same:O:D!!! Pamietam, jak kiedys szlismy sobie ulica w Bray i jacys wolontariusze nas zatrzymali i opowiadali o schronisku dla zwierzat i ze podobno je zamkna, bo nie ma na to pieniedzy. A wiadomo, co sie dzieje ze zwierzakami w takim przypadku – do gazu, jak w obozach zaglady 
Sypnelismy groszem (a raczej centem) i dostalismy male, kolorowe pomponiki z mordkami gdzies sie zapodzialy teraz – w jakims pudel sa na pewno:D
Wtedy tez myslalam o tym, jak fajnie jest miec psa – bo Buby mi zawsze brakowalo na obczyznie:/ I marzenie sie realizuje – pies, a nawet 2 beda z nami wkrotce

Kolejne marzenie – mieszkac w domku z ogrodkiem, oczywiscie z psami i jakims fajnym facetem:D Wszystkie trzy osoby towarzyszace sie zmaterializowaly – no bo Tortowski i psiny, no i ten domek z ogrodkiem

Nastepne – miec szczesliwa rodzinke i mieszkac w warunkach jw. Znow sie realizuje – powolutku, ale jednak Olo w drodze, psy juz czekaja na odbior w schronisku, Tortowski sie nie moze juz doczekac tego calego bajzlu, a w dodatku przeciez jestesmy zareczeni, wiec poniewaz papierek robi jedynie roznice w aktach prawnych, a nie w zyciu, to na razie mala rodzinka sie tworzy

Nom...
A z rzeczy przyziemnych – przeprowadzka w toku, Tortowski, pod moja nieobecnosc, spakowal wszystko poza ciuchami do pudel i kartonow, zrobil chyba z 4 obroty do pobliskich marketow po te plastikowe pudla (przydadza sie do skladowania roznych roznosci zas potem). Spakowal nawet zarcie (suche), wiec mamy dosc ograniczony asortyment pod tym wzgledem. Odwalil kawal dobrej roboty, ale mimo wszystko, rozsmieszyl mnie tym tez:D Tylko ciuchy zostawil w szafach, bo to jednak potrzebne rzeczy... a ja mam fochy w tej kwestii:p
- wczoraj mialam grecki wieczorem, dzisiaj mam grecki wieczorem, jutro mam psychodlubka, a we czwartek wieczorem – nareszcie wolne!!! Troche upierdliwe to jest, jesli trzeba dojechac do Duba, bo kurna zabiera mi to 40min w jedna strone, a juz do roboty dojezdzam 35min w jedna strone i to codziennie i lekko mnie to wpienia.... w piatek, mam za to panie doktorki – znaczy sie rodzinna (wg rozpiski) i ‘ta, co grzebie glebiej’;p (to juz moja prywatna inicjatywa). Dzieki tej wizycie mam piatecek wolny od tyry – hurrrrraaaaaaa!!!!!

‘Dzieki’ klimie w tyrze: mam nadal katar, mam nadal kaszel, jestem znow zmeczona i zniechecona. Mam tez nawal roboty, ale to nic nowego i jak sie odwlecze, to nie uciecze, bo i tak mnie dogoni:/

Hmm... jeszcze mi przyszlo do glowy, ze cale zycie czekam na to, by te przykre sprawy (albo upierdliwe) sie skonczyly jak najszybciej, a to prowadzi do braku radosci z przezywanej chwili. Coz, moze kiedys bede sie cieszyc zyciem, ale jak na razie jest to zdziebko niemozliwe...

Nom, a tak poza tym... hmmm... jak mnie cosik najdzie, jakies dalsze refleksje, to sie odezwe znowu;)

6 komentarzy:

  1. Małymi kroczkami, konsekwentnie. Ważne by wiedzieć, czego się chce. A Ty wiesz, Koziołku:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta realizacja to jest szczęście. I uprasza się na nie dmuchać i chuchać, żeby kataru albo sraczki nie dostało. Heheheh! Wirka jest w mylnym błędzie! Zawsze wiedziałam czego chcę i...dupa. Nie moge się doczekać psin i domku ! Liczę na wieeele fotek i opisów. Zaba

    OdpowiedzUsuń
  3. Madzialeno zawsze mówiłam,że marzenia są po to żeby się spełniały.Bardzo rzadko mi się to zdarza,ale z radości poryczałam się jak maleńka beksa.
    I do przodu i nie rozglądajcie się na boki.Oj tam kończę bo i tak nic nie widzę przez moczydło kapiące z oczodołów
    Dośka

    OdpowiedzUsuń
  4. Polnocna prawi:
    Hej Madizaleno!!!
    Jest szczesliwie jak nie wiem u ciebie, nie martw sie przeszkodami drobnymi czy nie, to nie problemy, to wyzwania! Patrz, ile dobrodziejstw i radosci masz wokol siebie :)))
    Masz super faceta, dziecko w drodze, dom, ogrodek, psinki tez juz spakowane pewnie... zyc nie umierac!!! :D
    Nie przejmuj sie dolkami, pamietaj zawsze, ze jakiekolwiek nerwy stresy niekontrolowane to nie ty, tylko ta zupa hormonalna w srodku :D:D to przejdzie! Ale dla mnie najgorszy byl czas po porodzie, wybuchalam jak nitrogliceryna przy najlzejszym wstrzasnieciu. Przypuszczalnie przez zmeczenie. I hgormony, sie wie, zwalaj wszystko na hormony!
    Relaksuj sie ile mozesz i zbieraj sily na pierwsze trzy miesiace zycia dzidzi, wszystkie sily beda ci potrzebne jak nie wiem :)
    Baw sie dobrze i powolusiu do przodusiu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. miałam i momenty traumatyczne z moimi syneczkami.Jeden posiadał 3 lata kolejny 2 lata.Do łazienek z nimi chodziłam i w bramie puszczałam wolno.Wtedy każdy biegł kurc galopkiem w inną stronę a ja zostawałam ze spacerówka i przytroczoną do niej siatą z zakupami.Dobrze że wartownicy znali mnie i dzieciątka i potrafili ich wyłapać w porę przed katastrofą.
    refleksje pamięciowe napisała Dośka

    OdpowiedzUsuń