poniedziałek, 30 listopada 2009

Glucose Tolerance Test i inne medyczne zagwozdki

Noc była koszmarem - psy dawały do wiwatu. Nie wiem, kiedy się stały zwierzętami nocnymi. Piszczą, łażą z kąta w kąt, Molly zdjęła sobie znów ten kołnierz i wylizała wszystko łącznie z nićmi chyba... Konsekwencje - do weta jedziemy dzisiaj, bo połowa szwu się rozłazi!!! Wina weta, bo dała jej za krótki kołnierz i od tego się wszystko zaczęło...

Miałam dzisiaj badanie na cukrzycę. 4 godziny samo badanie, do tego dojazd. Więc dopiero o 11.30 mogłam zjeść kanapkę sponsorowaną przez szpital. Po pierwszym poborze krwi i wypiciu lucozade (taka oranżada z glukozą...) lekko mną zatrząsło i zrobiło mi się gorąco. Nie mogłam nawet napić się wody przez ten czas. Wypiłam kilka łyków w samochodzie w drodze i to wsio. Pomijając fizyczną niedogodność tego badania, psychicznie też siadłam po wczorajszej akcji, więc jest git i czarna dupa stoi otworem... Nie wiem, jak z tego wybrnąć. Już mi się nie chce, jestem zmęczona i zniechęcona. Znienawidziłam pewnych ludzi, mam wszystkiego dość i powyżej czubka głowy.
Czuję się zostawiona sama sobie i niezbyt wspierana w obecnym stanie przez współtwórcę dzieła... Obraził mnie i nasze dziecko wczoraj, więc to pierdolę. Teraz niech on się stara. Zawsze to ja wyciągam rękę, ale teraz się lekko wylało z tego kielicha goryczy. Tak łatwo mu już nie wybaczę...

Po drodze ze szpitala odebrałam paczkę od Tatki, więc Molly ma piguły na chorobę lokomocyjną. Nie wiem, czy będzie miała dzisiaj jakiś anestetyk podawany, więc jej nie podam, bo działania się synergizują:/

No i to w zasadzie tyle na dziś.

Smutno mi i źle.

PS. Wyjaśniliśmy sobie to i owo. Nawet mnie przeprosił, że go poniosło i nie chciał tego naprawdę (bo trudno chcieć kogoś celowo obrazić czy na kogoś nawrzeszczeć). Ja i tak wiem, dlaczego go poniosło, ale mu przecież nie powiem, że wiem, że ta gnida znów grzebała mu w życiorysie, bo czytałam smsy...
Pozostało przepracować problem w głowie i jechać z Molly do weta. Kelly została wyzieziona na spacer po plaży, hehe:) Nie ma jak szczęśliwy pies;)

7 komentarzy:

  1. zołza gderliwa sobie tutaj30 listopada 2009 18:26

    Madzialeno smutno mi się czyta o problemie jaki niestety narasta i oby się zatrzymał i zaczął cofać.
    Teraz najmniej Tobie potrzebne są nerwy i świadomość niemocy.
    Dobrym elementem całego galimatiasu jest to,że Zdajesz sobie sprawę o co tak naprawdę chodzi i Wiesz na jaką ,,platformę" Wchodzisz,co oczywiście nie umniejsza problemu.
    Zawsze twierdziłam,że rozmowa to połowa sukcesu,ale bywa,że ciężko się rozmawia gdy gorycz narasta.
    Tortowski daje się wciągać niczym małe dziecko zamiast kontrować...a powinien się opowiedzieć konkretnie.Jestem idealistką tak więc wiem,że Twoja siła powali wszystko co na Waszej drodze wadzi i świetnie Dasz sobie radę.
    Toć to czytam o Tobie już dłuższy czas dzielna kochana Madzialeno

    gderliwa Ciotka Dorotka

    OdpowiedzUsuń
  2. jakto blisko was,,pomachaj mu ode mnie :) bardzo go lubie i mam nadzieje,ze jest tak samo mily jak w filmie,ale z tym to roznie moz ebyc...co do Dublina to ty tam nie mieszkasz prawda?
    parsley

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabierz mu ten mobile i juz, skoncza sie glupie smsy...hehe, to byl zart.
    Wiesz Biduleczka jestes.
    Sciskam Cie mocno. Usmiechaj sie duzo. Ponoc pomaga, jak nie na dusze to na zmarchy napewno.
    DLa dzidziuska musiasz byc szczesliwa i usmiechnieta mamecja.
    Bedzie dobrze, przeciez zle juz bylo.
    Buziaczki Blondyna!

    OdpowiedzUsuń
  4. kurde, myslę, że jak Was będzie już trójka to bedzie lepiej. Musisz jakoś dotrzymać. ja dziś przymulony jestem przez te cholerne nordicki wrrr

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zgadzam się. Nic nie będzie lepiej jak Olo przybędzie. Dziecko nie jest lekarstwem ani tym bardziej panaceum!Nie może być także elementem szantażu emocjonalnego. Nie zmienią się nagle priorytety ani punkty widzenia.Będzie jeszcze ciężej. Dlatego problem należy rozwikłać jakimś cięciem. Nie myślę tu o fizycznej eliminacji wrednej baby.Nie zalecam też rozstania z menem.Stawianie spraw na ostrzu noża przynosi czasem niezamierzone efekty ale i pozwala odpocząć od zmory wiszącej nad głową.To taka wiecznie nie wyjaśniona sprawa będzie. Może i na całe życie zasmradzajaca powietrze. Sam bunt to za mało. Trzeba trochę radykalizmu. Czasem warto zaryzykować. Jak się nie uda to Zaba nie jest winna! Hehehehe! Trzym się honey!!! Zaba

    OdpowiedzUsuń
  6. Przytulam Cię mocno. Nic innego nie mogę. Dobrze, że masz psinki. I walcz o swoje, Koziołku, walcz!

    OdpowiedzUsuń
  7. :) a nowy wpis bedzie??? soon???
    sie czeka tu!
    buziachna.

    OdpowiedzUsuń