poniedziałek, 28 września 2009

Po weekendzie

Dzisiaj Cwela nie ma, to moge sobie ciutek pofolgowac...

Z tymi imionami to mamy zagwozdke. Ed sie uparl na Krzysia, bo Chris brzmi tak cool i w ogole... Ten to ma pomysly... Moze byc tez Alexander... no to bedzie w skrocie Olo, hehe:) Sama nie wiem... musze twarz zobaczyc... no i co z tego, ze Fasol bedzie pomarszczony i w ogole, ale jakies tam zalazki rysow twarzy bedzie miec:)

Dobrze, ze dzieciak zdrowy - przynajmniej tak wyglada na usg, odpukac, skoro matka tak nie do konca zdrowa:/ Sie okaze okolo przyszlego tygodnia, czy wszystko ok, czy czeka mnie droga przez mala meke (mam nadzieje, ze mala)... no i nie tylko mnie w tym momencie:/

W robocie kupa roboty oczywiscie. Cwel zostawil niedokonczone sprawy i wybyl na jakies tygodniowe szkolenie... a ja mam teraz wszystko zamykac... a czasem nie ma tych osob, ktore powinny byc a czasem nie mam dostepu do danej rzeczy - cyfrowo. Coz, nie zamierzam sie tym zamartwiac, mam inne problemy na glowie.

Rozczarowaly mnie nasze siatkarki, no bo jak mozna tak dac du.py i po prostu przegrac z Holenderkami??? Powoli sie zachowuja jak nasi pilkarze... Moze im potrzebny wloski trener, bo jak widac facetom poszlo jak z platka.

Wracajac do zdrowia, nie moglam dzisiaj spac, mialam jakies koszmary, o jakichs lochach i dziwnych stworach, pseudo-wampirach. Nie moglam z tych lochow wyjsc (to chyba byl psychiatryk...). No nie wiem, moze za bardzo sie wczoraj naogladalam w tv - byl dokument o tym, jak kreca Dr. House'a i tam ten szpital byl (psychiatryczny) itp. Cholera wie, moze mnie tez taki szajs czeka, jesli terapia slowem nie wypali:/ Jak na razie, staram sie trzymac pionu, ale powalily mnie piatkowe informacje i ciezko mi sie z tego podniesc... naprawde:/
Zmeczona jestem, bo niedospana..

Ze spraw pozytywnych - poszlismy sobie do japonskiej knajpy w sobote, zaraz po Muzeum Archeologicznym. Jakies koreanskie zarcie wciagnelam. wlascicielem jest kumpel Eda, wiec tez go spotkalismy; okazuje sie, ze szefem kuchni jest Koreanczyk, stad te dania koreanskie. Knajpa nazywa sie Ukiyo i standard (obsluga, czystosc itp.) jest wyzszy niz w okupowanym tlumnie Yamamori. Do tego jest taniej. Tyle spostrzezen moich.

Gdyby nie te peiprzone wiesci piatkowe, to bylby to naprawde spokojny i fajny weekend...

7 komentarzy:

  1. ale masz sny, matko i córko

    to już Fasol na 100%? Krzyś brzmi ślicznie:)

    buziaki znad rumu

    OdpowiedzUsuń
  2. Holenderki są lepsze od naszych siatkarek, już przed meczem wiadomo było, że tak to się skończy. One już dwano nawet seta nie ugrały z nimi:(

    Krzyś fajnie:) potem jeszcze musicie sobie zrobić: Osiołka, Prosiaczka i Kubusia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie wieści są tylko wieściami.Zobaczymy. W razie czego masz tam większe szanse na szczęśliwe zakończenie, bo w Pl są praktycznie żadne.Sny to sny.I tylko.Jutro dostanę nowy limit i ruszam na podbój 6tej serii!!!! Kris czy Krzyś jest baaardzo ok. I wcale nie musi być pomarszczony. Nawet jeśli będzie to się szybko rozprostuje.Zaba

    OdpowiedzUsuń
  4. Randdal: Osiołek, Prosiaczek i Kubuś będą zrobione... ale ze szmatek i wypchane 'sianem';p
    Żaba: :D
    Zakrętka: weź mnie tym rumem tak nie torturuj...:p

    OdpowiedzUsuń
  5. maszkarony realne da się wygonić,ale na sny nie ma pamiłuj.

    OdpowiedzUsuń
  6. barnaba.bloog.pl29 września 2009 17:03

    Nie denerwować się za Holenderki. To przecież one nie tylko są pomarańczowe i znają się na tulipanach, w siatkówce od pewnego czasu- słusznie prawi Randdal- sę lepsze od naszych. Problem- by za rok-dwa to odwrócić. Miło gościć na barnabowym blogu! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. adin,dwa,tri - a teraz nastaje optymizm

    OdpowiedzUsuń