wtorek, 1 września 2009

......

PS: Cwel, to oczywiscie nasz superwisior, znaczy sie kierownik tej malej komorki naszej, zeby nie bylo, ze to kolega z biura, rowny mi stopniem itp.
..................................................................................................................................
Juz za kilka dni, za dni pare...:)

Oby dotrwac do piatku i miec ten caly syf z glowy...jeszcze kilka dni, dam rade... nie mam innego wyjscia, jak dac rade. Przeciez sie nie rozchoruje! Pociagam, co prawda nosem caly dzien i psikam z niewiadomego mi powodu (moze to uczulenie na to miejsce:D), ale glupi katar mnie nie zagna do lekarza.

Mial byc Szczur, ale szczury nie kojarza mi sie z niczym obzydliwym, tak naprawde – moze dlatego, ze kiedys hodowalam chomiki i myszy i byly jedynie futerkowymi smierdzielami i nic ponad to. Moze go nazwe Parszywkiem, skoro Zakretki stary szef byl nazywany Parchem??? No chyba, ze Zakretka uzyczy mi tego miana i owego, ktory mi siedzi nad glowa, tez bede mogla tak nazywac? Zakretka, pozyczysz?;)

No wiec... (nazwijmy go w koncu jakos!!!) Cwel wrocil dzisiaj do tyry, bo wczoraj go nie bylo, a w piatek mialam wolne i staralam sie zapomniec o tym miejscu kompletnie...
No i wiem, ze znow bedzie pilnowanie, rozgladanie sie po biurze, czy wszyscy naokolo pracuja, czy tylko zciemniaja itp. Nie znosze tego i nie znosze ludzi, ktorzy uczestnicza w wyscigu szczurow (pazernych i wylenialych...). Niedobrze mi sie robi, kiedy to widze... mam ochote uciekac, gdzie pieprz rosnie.

Na nerwy dobrze mi dziala jedynie pogawedka z kilkorgiem znajomych polakow tutaj i jednym ajriszem, ktory uczy sie polskiego. Zawsze mozna pogadac w jezyku, ktorego reszta nie rozumie. Z reszta, kolega ajrisz tez ma tego miejsca dosc, podobnie jak inna kolezanka ajriszka, ktora marzy o powrocie do domu i zalozeniu malego biznesu z siostra. Wcale sie im nie dziwie. Wytrzymuja tutaj tylko ludzie, ktorzy siedza latami. Reszta ucieka po jakims czasie. Dziwne miejsce, w ktorym brak dobrej atmosfery i kazdy marzy tylko o piatku. Nie wiem, co sie porobilo przez te kilka lat w tym kraju, ale mam wrazenie, ze powolutku zblizamy sie do sredniej polskiej, jak chodzi o atmosfere.

Dowiedzialam sie, ze babeczka, ktora tu kierowala, a poszla na macierzynski, wraca w pazdzierniku. I teraz nie wiem tylko, co sie stanie z Cwelem, bo mam wrazenie, ze to jest menda ktora uwielbia wchodzic w dupe przelozonym kosztem podwladnych – wiecie, jak to jest, co blad to nie ja, za to sukces zespolu zawsze sobie przypisuje... Kmiot pier...
Jak go obserwuje czasem katem oka, to mi sie niedobrze robi – jak mozna miec tak zryta systemem psyche????

Zawsze twierdzilam, ze ludzie poza Dubem sa inni, sympatyczniejsi i bardziej otwarci i wychodzi na to, ze naprawde tak jest. Ktokolwiek wychowal sie na przedmiesciach tego miasta, albo w miejscowosciach – dzielnicach Duba, ten na pewno nie jest czlowiekiem godnym zaufania i przyjazni. Wyjatkiem bylo kilka osob w mojej starutkiej robocie w HCI. Szkoda, ze ta firme przejeli Wlosi i juz nie rekrutuje, bo na pewno wrocilabym do nich.

Gadajac wczoraj z kolega ajriszem, wlasnie mu powiedzialam, ze tu jest jakas zrabana atmosfera (on ma to samo w swoim ofisie), ludzie sa dziwni i generalnie wszystko jest tu do dupy. On chce robic kurs polskiego z papierkiem i wyjechac do PL uczyc angielskiego. Plan dobry, tylko czy mu sie uda?
Gosc ma calkowicie inne podejscie do rzeczywistosci niz wiekszosc tubylcow – nie pije, nie pali, lubi glebiej pomyslec niz tylko o mamonie i przyjemnosciach. Jest po prostu inny. A ja lubie takich ludzi i wsrod moich znajomych, znakomita wiekszosc to wlasnie jakies wyjatki od reguly.

Musze ruszyc moj kurs, tak a propos doksztalcania sie. A potem, juz nic mi nie bedzie straszne. Nie wiem, co sie stanie 19 pazdziernika. Czy mnie wyleja, czy przedluza probny, czy moze w koncu dostane umowe na stale... gdyby nie przyjeli mnie, to juz wiem, w jakie klocki wala... i to sie tylko do gazet bedzie nadawalo...
Skurwysynska ta firma, a mialam wrazenie, ze porzadnaL

Dla odsapniecia i odstresowania, ogladam Grzesia H. Wieczorami, co by zapomniec o tym zeszmacialym miejscu. A teraz, moge nawet ogladac tv polska, bo antena dziala:D to mnie chyba najbardziej trzyma w pionie od kilku dni – jakos tak domowo sie czuje w tutejszym domu...

5 komentarzy:

  1. może nazwijmy go Parch Miejscowy, hehhe

    fakt, można mieć dość współpracowników, ale to nie oni mi płacą... i w ogólnym rozrachunku jedziemy na tym samym wózku, nie?

    OdpowiedzUsuń
  2. jezu znowu musze isc pod kanape po pileczke i orzeszki!!!!!!!
    no tak to jest w domu z psami.
    Taki podpierdalacz w pracy straszna sprawa.Nazwij go Podpierdalacz, to przeciez robi chodzi i podpierdala do tych co pietro wyzej siedza.
    Trzymaj sie kochanie a ja ide pod ta kanape wyjac psa ktory tam utknal w poszukiwaniu swoich gadzetow i jest w glebokim stresie bidulka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dr.H jest dobry na wszystko. Jestem w połowie 3 sezonu a jest chyba 5. Co ja potem zrobię? Przy takim Cwelu budza się w człowieku niskie instynkty! Hehehehe! Chętnie by mu samochód obleciał z gwoździem w łapce. Zaba

    OdpowiedzUsuń
  4. Cwel, ahahahahaa. Ty no ja to chyab te nazewnictwo od ciebie zapożycze. Hihihi. u mnie w firmie tez takie dziwne ludziki sie trafiaja. No oby do piątku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ściskam środowo i marzę o piątku i cieszę się, jak Cię czytam, ze nie mam szefa... buziaki

    OdpowiedzUsuń