Możecie wierzyć lub nie, ale poczułam kilka razy takie jakby muśnięcie płetwą welonka w środku. Uczucie dziwne i całkiem inne niż cokolwiek innego, co się dzieje w tamtych rejonach:D
Fajnie tak... tajemniczo...;)
Tajemnic trochę znów się odkryje na piątkowym usg...
Jutro odrobina wrażeń z wycieczki do Kerry:) I to będzie również drugi dzień mojego 'chorobowego'. Stwierdziłam, że mam dość na kilka dni. Wczoraj się poryczałam i miałam doła giganta. Poczułam się tutaj totalnie sama (chociaż to absurd przecież), a w dodatku nie lubię ludzi z Dublina i okolic (wyłączając moich bliskich znajomych, którzy nie są z tego miasta genetycznie, o nie), nie znoszę swojego miejsca pracy, nie znoszę tego cwela, który jest moim przełożonym i jest mi z tym źle....
Ale tam...
Do jutra, borem lasem...
borem lasem na jagody.
OdpowiedzUsuńBuziaki zostawiam. Macham Cieplo dla Rybki, niech sobie plywa u mamusi w brzuszku.
Niestety to tylko chwilowa ucieczka, to Twoje zwolnienie. Będziesz musiała tam wrócić.Tu jest ból.Czekam na kolejna fotkę płetwowatego!Zaba
OdpowiedzUsuń