piątek, 26 czerwca 2009

Tatulo w rozkwicie

Nie mój tatulo, ale tatulo Fasoli. No bo mój tylko stwierdził bardzo rozsądnie, czy aby nie za wcześnie.
A to aby nie za wcześnie wiąże się z 'ekwipunkiem' Fasoli, jak już przejdzie na drugą stronę powłok brzusznych.
Tak, no więc... z drugiej ręki mamy fotelik do samochodu, tron do wanny (zajebista sprawa i nie trzeba się męczyć z miejscem na dziecinną wanienkę), 'plac zabaw' dla niemowlaka (nie mam pojęcia jak to inaczej nazwać po polsku), no i fotelik, taki jak miał młody Mirandy w 'Sex and the city', tylko że ten ma wibrator wbudowany i nie trzeba wobec tego go wręczać dzidzi używającej fotelika (tak, na pilota jest...a pilota ma w swoich łapkach dziecko... i nazywa się to 'einstein baby'!!!:D:O), do tego wszystkiego wór zabawek, które trzeba niejako wyprać... tylko jak, skoro większość jest na baterie???:o chyba chemicznie przyjdzie... a to z kolei jest ok? dzieciak może dostać jakiegoś cholernego uczulenia przecież.
Acha, i jeszcze krzesełko do karmienia już takich siedzących i wciągających kaszeczkę co najmniej.
Tak, no postarał się ojciec. Niedługo, o ciąży będzie wiedział więcej niż ja wiem. Ma więcej czasu na czytanie i dobrze, niech się dokształca, bo ja nie mam siły.
Dzisiaj zrobiłam sobie wolne od tyry, bo chyba usnęłabym na stojąco nad biurkiem. Ostatnie kilka dni było bardzo stresujących i wyczerpujących. Niestety, nie mogę być na pełnych obrotach w robocie i jednocześnie na podobnież pełnych obrotach w środku. Tym bardziej, że w środku mnie zachodzi dużo ważniejszy proces niż jakaś tam tyra...:p

Tatulo nie może się doczekać zobaczenia potomka, ale tak normalnie i dotykalnie, a nie wirtualnie na ekranie usg. I tak na pierwsze usg polecę sama, bo do PL jadę sama. No laski są normalnie zawiedzione, że Przyszłego Pierwszego nie będzie.
Jestem ciekawa, czy faktycznie obetnie wydatki na rzeczy zgoła niepotrzebne i błahe, jak choćby hektolitry alkoholu (już widzę poprawę) i durne dvd, które ogląda raz i leżą potem na półce...albo zagracają przestrzeń pod telewizorem.

Powiedziałam pielęgniarce zakładowej we środę, że się spodziewam dziecka za te powiedzmy 35 tygodni. Risk assessment będę mieć robiony. Glennowi muszę powiedzieć w poniedziałek. Mam tylko nadzieję, że po powrocie z macierzyńskiego wciąż będę mieć pracę, bo nie widzę tego w błękitnych barwach:/ No nic, jakoś trzeba dobrnąć do tego 20 lutego (3 tygodnie przed terminem idzie się już na zwolnienie lekarskie, więc spox;p - czyli w zasadzie do końca stycznia).

A dzisiaj po wypłacie, więc mnie ciągnie do miasta.... No ale z drugiej strony tak mi się chce spać i tak mi się nic nie chce robić, że tylko pierdolnąć się na kanapę i już tak zostać. Nie wiem, gdzie ta energia wyparowała... nawet na basen popływać nie chce mi się iść, nie mówiąc o zajęcia jogi prenatalnej (bo są w moim gymie).

Hmm.... hmm.... chyba mam ochotę na rosołek;p

A właśnie - co do różnych przypadłości ciążowych...: nie mam nudności, nie chce mi się wymiotować (no chyba, że przesadzę z ilością żarcia na raz, ale to zawsze miałam), nie odczuwam dziwnych zapachów - może jedynie mój i tak dobry zmysł węchu, się poprawił, ale dziwne zapachy od razu wprawiają mnie w stan paniki!!! Inną dziwną dolegliwością jest rozciąganie się domu Fasolki, czyli mojej macicy (boszzzz... co za koszmarna nazwa... uterus już lepiej brzmi). To jest takie uczucie jakbyście (laski!) miały sensacje menstruacyjne non stop prawie. Czasem lekko pobolewa, ale to nie to co na początku i jest to normalne - jak się dowiedziałam. Rozpieranie wewnątrz, ale umiarkowane. W każdym razie, wiadomo, że coś się tam dzieje, hehe:) Fasola będzie mieć już jakieś 8mm tak koło niedzieli, ma już ucho wewnętrzne i jakieś zalążki łapek, chociaż nadal wygląda jak jaszczurka;) Tatulo już przeżywa, że będzie go słyszeć, jak będzie do mnie mówił i że będzie się przyzwyczajać do jego głosu:) Normalnie nie mogę uwierzyć, że z kogoś, kto jeszcze nie chciał mieć dzieci (poza tym, które jest już duże), facet może się przeistoczyć w (prawie) wzorowego tatuśka, hehe.
Z mamą Przyszłego rozmawiałam wczoraj też przez telefon. Jak zwykle, optymizmem bije kobitka i gratulowała potomka i mówiła, że to wspaniałe przeżycie i prosiła też o pozdrowienie mojego taty. Ech, słodka kobiecinka z niej jest, to jak może być jej własne dziecko inne? No jak? ;)
Ciekawe, jakie to moje dziecko będzie... uparte jak ja i w większości przypadków, logicznie myślące, czy może bardziej emocjonalne jak tatuś? No i powinno mieć niebieskie oczęta, bo jeśli nie, to ja nie wiem, skąd miałyby się wziąć te inne oczęta, skoro oboje rodziców ma niebieskie...
A już rozwiązałam zagadkę zielonych oczu mojej jedynej siostry kochanej - mama miała niebiesko - zielone oczy, stąd ta zieleń. Ja mam chyba bardziej za tatą, bo żadnej zieleni nie widzę u siebie, a poza tym wystarczy spojrzeć na mnie i na mojego tatę, żeby stwierdzić, że córki to on się wyprzeć nie da rady;p Z resztą mój tatulo nigdy by tego nie zrobił:)

Moja psinka Bubinka ma się odrobinę lepiej, ale przez to, że nosili ją na rękach albo w nosidełku, jak jej zaczynała łapka doskwierać, to cwaniara nauczyła się już, że robi swoje, a potem żebrze o noszenie na spacerku, hehe. Do tego apetycik dopisuje, więc już ją widzę oczami wyobraźni... no cóż my zawsze w jakiejś symbiozie żyłyśmy - pani tyła i psina też, hehe, ale teraz to za bardzo nie mogę panować nad swoim tyciem niestety:/

Ostatnio czytam:
'Księga kobiet' Osho
'The Best Friend's Guide to Pregnancy' - zabawnie napisana książka:D
'Your Pregnancy Week by Week' Lesley Regan.
I kilka magazynów, czyli 'Nieznany Świat' i 'National Geographic', bo nie wiem, czego mogę się dowiedzieć jeszcze z 'Cosmopolitan'-ciągle się potarzają. 'Shape'a w ogóle nie ruszam, bo po cholerę mam się stresować wyglądem innych lasek, które praktycznie zeszły z jakiegoś gimnastycznego Olimpu, a ja tu w drugą stronę ciągnę teraz:/ No ale, coś za coś i mam nadzieję, że uda mi się łatwo schudnąć z pomocą Fasoli, jak już zdecyduje się wyjrzeć na światło dzienne za te 35 tygodni...;) No i tatulo też się powinien przysłużyć, bo już mi obiecał, że będzie zostawał z Młodym/-ą jak ja będę chciała gdzieś wybyć z laseczkami potańcować i podrinkować;)
Swoją drogą - jakie oszczędności na chlaniu i ciuchach w tym roku zrobię!!!:O No bo po co mam kupować dla siebie ciuchy wielkości namiotu w kilogramach, skoro kilka sztuk ze spokojem wystarczy, a poza tym, mam nadzieję, że się wmieszczę w moje obecne ciuchy po porodzie. Nie mówię o mleczarni, bo to rośnie w końcu:/
Co do chlania, to ostatnio tylko wodę na przemian z ziołowymi herbatkami piję, a do tego 2-3 szklanki białej albo zielonej herbaty. I się nie martwcie, wszystko pod kontrolą, każdą wiadomość sprawdzam, co mogę a czego nie mogę. Wiadomo, że toksyn nie wolno - w zasadzie nie będąc w ciąży, też się nie powinno brać świństw, ale nikt mi nie zabroni zdrowej zielonej czy białej ekologicznie czystej herbaty pić!!! Herbatki jogiczne są bardzo dobre - imbir, cynamon, nasiona kopru, same dobre rzeczy;)

Dobra, kończę ten esej na dziś... aż dziw, że nie usnęłam nad kompem:O:p

13 komentarzy:

  1. A cóż za dłuuuga i wyczerpująca nocia! Ciąża ma na Ciebie błogosławiony wpływ. Hehehee! Pijesz same wspaniałości. Zielone herbaty, to samo zdrowie. Czy aby wasze mieszkanie przyjmie takie fury fullwypasu dla swierszczyka? Bucha! Zaba

    OdpowiedzUsuń
  2. Dośka w pokłonie27 czerwca 2009 14:59

    donoszę że przeczytałam całość i nawet gdybym nie chciała ze strachu bym to zrobiła....tylko do czego mam się odnieść?
    W zasadzie podobny esej mogę napisać:o przybieraniu,rozrastaniu,wielkim żarciu,garderobie sztuk dwie:
    1-spodnie dżinksowe z klinami po bokach
    2-szmizjerka sztruksowa pod którą wkładałam różniste bluzeczki.
    o kopniakach Bartka o spokoju Kubła,o sikaniu gdy na pęcherz napirało.....

    ,,Wczesna Mamuniu" najważniejsze że masz poczucie humoru a to oznaka dobrego samo poczucia.Posiadasz też zachwyconego Tortowskiego...i ukrytego pod serduchem ,,mapciupciego"

    p.s. na początku Zappy nie rozumiałam,miałam wrażenie że facet ma się ochotę wysrać ,tylko czasu mu brak....ale z czasem-dlaczego nie...

    macham uśmiechając się.Doska

    OdpowiedzUsuń
  3. oszywiście ze Smok ma brata, oszywiście.Owy brat wpadł na pomysł coby Teściowi jutro imieniny u nasz zrobić i jestem upie.......rdolona, niczym po walnięciu piorunem...Tym razom asertywności mi zabrakło,a to za sprawą bratowej niejakiej góralki z samiuśkiego Zakopanego z którą wspaniale się dogadujemy i pijemy...
    hej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko uwazaj z herbatkami i innymi dziwnymi rzeczami ktore konsumujesz. Kiedys widzialam liste rzeczy ktorych nie mozna jesc ani pic w ciazy i bylam w szoku. To co dobre i zdrowe dla nas niekoniecznie dobrze wplywac na lokatora w srodku. A poza tym czemu ty mi tak zle zyczysz i sugerujesz potomostwo. Za mloda jestem to raz. A po drugie ja wierze, ze dzieci to powinny byc planowane tak na maksa. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pati:
    Jak się na 100% planuje ciążę, to ciężko jest zajść... planowana wpadka działa za to na 100%:D:p Nie można też czekać do momentu, kiedy się skończy 35 lat, bo wtedy może być za późno na pierwsze dziecko, albo po prostu coś może nie zagrać...:/ nie lubię przykrych niespodzianek.
    A co do listy, co można, a czego nie można: gdybyś się stosowała do wszystkiego, co wypisują wszędzie, a już w USA to szczególne bzdury wypisują w gazetach, to nie miałabyś życia!!! Trzeba żyć z głową i tak też rozmnażać. W dawnych czasach jakoś ciężarne kobiety nie były ani na specjalnej diecie, ani traktowane w specjalny sposób, a dzisiaj to jest jakaś paranoja! Jak tak dalej pójdzie, to ludzkość wyginie, bo będzie za słaba by żyć! Racjonalny tryb życia i słuchanie intuicji to najlepsi doradcy, a nie ekstremizm pismaków.

    OdpowiedzUsuń
  6. hahaha i nastroje się pojawiają... Nie bucz na Tortowskiego,nie bucz wczesna Mamuniu.sobie komentarze poczytałam i donoszę: w szaliku chodziłam,ręce za głową miałam gdy spałam i łamałam wszystkie możliwe zabobonne zakazy...
    Jedzenie:oj sie najadałam.W domie mym Matka kociołek jarzynowej gotowała,ale takiej co to łyzka staje ,a potem do męża bratowej Góralki niejakiej biegłam na pomidorową z ryżem-też kociołek.Zapiekanki wpierdzielałam po kilka sztuk a były to pierwsze w kraju naszym: bagietki długaśne i do tego z pieczarkami i serem żółtym.Ja jadłam idąc i trzymałam dwie dodatkowe,natomiast za mną szedł Czarek i trzymał trzy kolejne.Po drodze oszywiście cukiernia i wspaniałe kremówki,WZ-tki i rułki z kremem i popijałam to mlekiem noszonym w plecaku.Mijalismy tez sławetną w Stolycy knajpę Flisa z flakami-też były moje...mleko i kompot z wiśni pochłaniałam.Generalnie nie jadłam tego co się rusza (awersję miałam szy sooo?)Oj tam utyłam tylko 27 kg.Bartek się urodził z 10 punktami-mały krepy nie wywrotny....miałam też przygody fizyczne ..ankoholu nie piłam i smolistych nie paliłam,ale niczym odkurzacz wszystko wpieprzałam...

    Teraz są prikazy medyczne co można a czego nie można,może i słusznie,ale ja w niewiedzy żyłam i tyłam i tyłam i tyłam i....mi się schudło i dzieci zdrowiusieńkie
    porodziłam i donoszę że nie planowałam...bowiem podczas zegzu o czym innym myślałam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, nie zagladalam jakis czas a tu nagle nie tylko narzeczony ale i ciaza.... wiesz ze ja mam sowje zdanie na temat rozmnazania sie zwlaszcza zbyt wczesnego ale to moja opinia i sie zamkne, bo w koncu to Twoje zycie . Pozdrawiam :) Dublinia

    OdpowiedzUsuń
  8. mialo bys SWOJE :) Dublinia again

    OdpowiedzUsuń
  9. Doska partyzantka28 czerwca 2009 08:36

    Wczesna Mamuniu:
    1-ile ty masz lat że na ciążę za wcześnie? ja porodziłam mając 23 i się studiowało i pracowało i szalało.....
    2- byłam morświnem z naciskiem ,,świnem"przed ważyłam 49 kg przy 164cm.wzrostu-chodzący piszczel z cycem i kudłatą...a potem cyc w bandziochy się pomieniał ,a pod nim coś w podobie dużej dmuchanej piłki plażowej.I tak zasysałam na cieniuchnych patyczakach,a po bokach wystawały piszczelowe kończyny górne....Czarek twierdził że ,,ślicznie" wyglądałam...
    3-Tortowskiemu się należało,racje przyznaję.cyganie twierdzą:nie bite-nie kochane...to jeszcze klapsa z liścia Tortowskiemu sprzedaj coby przekonał się jak wielkie jest Twoje uczucie....tylko sie nie zmęcz

    macham z partyzanckiego doła.Doska

    OdpowiedzUsuń
  10. zioła to tez leki... szlachetny umiar zachowaj
    rany kota, nie mów na chłopa swego "tatulu", ja Cię bardzo proszę... heheh

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję przyszłej mamie :) Z ubraniami dla siebie nie ma co przesadzać to przecież tylko parę miesięcy a nie od razu brzuszek rośnie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. rosołek mniam. wczoraj jadłam rosól z prawdziwej wiejskiej kury pasionej na trawce. Mniam, mniam mniam.

    OdpowiedzUsuń
  13. pogody ducha życzę bo i ja takową zachowuję,bowiem na realną pogodę nie mam co liczyć.

    macha Dośka z krainy Deszczowców-karamba

    OdpowiedzUsuń