Właśnie rozmawiałam z moją kumpelką Anią - z Dungarvan oczywiście. I nareszcie zaszłą w ciążę!!!:))) Cholernie się ucieszyłam, bo tak długo czekali na ten moment, a ostatnio mi chodziły myśli po głowie na ich temat, ich czyli jej i jej męża:)
Dowiedziałam się z maila, więc musiałam od razu zadzwonić z gratulacjami:) Ale się cieszę!!!:))) Jedyna rzecz, która mi dzisiaj sprawiła radość.
Innych radości brak, wręcz przeciwnie, są myśli i myślałki nt. przyszłości... i nie są to myśli ani trochę wesołe...:/
Jutro drugi dzień szkolenia w czymś, co się nazywa Supplier Improvement Process. Przypomnieli mi, po co studiowałam - żeby pracować w Validation albo R&D, a nie w durnym i nudnym QC...
Nic to, obejrzę sobie film, poczytam książkę i walnę w kimono, bo jutro długi dzień mnie czeka...
Może popełnię straszą gafę, że co z Tortowskim? Jakieś oziębienie? Nic o nim nie wspominasz i masz klasycznego doła w rodzaju: nic mi się nie chce, nikt mnie nie lubi, nie kocha...niech mnie ktoś przytuli"...Co się dzieje?
OdpowiedzUsuńOziębienie jest co wieczór jakby ostatnio - on zawsze musi rzucić takim tekstem, że się człowiekowi odechciewa wszystkiego:/
OdpowiedzUsuńA na przykład? Może po prostu przemęczona wszystkim jesteś i tak to odbierasz?
OdpowiedzUsuńmam ostatnio tyle nawarstwiających się wątpliwości co do tego związku, że głowa mała - może od tego ta depresja. nawet nie mogę z nim porozmawiać na ten temat, bo zawsze jest coś ważniejszego.a z resztą, dziwnie się zachowuje od jakiegoś czasu...:/
OdpowiedzUsuńNo to zostala Wam tylko szczera powazna rozmowa. Malo fajna perspektywa, ale moze cos sie wyjasni na lepiej?
OdpowiedzUsuń