czwartek, 15 stycznia 2009

Przeprowadzka story

Trochę mi się dłuży już to przeprowadzanie się:O

No bo tak: w poniedziałek odstawiłam samochód do mechanika, żeby zmienił pasek rozrządu... wczoraj, już po zmianie okazało się, że coś z katalizatorem czy innym konwertorem jest nie teges...
Dobra, panika w oczach, dzwonienie po facetach, co radzą (konkretnie zadzwoniłam do Eddiego i do taty Maryśki, bo oni się znają, hehe). Eddie skonsultował sprawy ze swoim znajomym mechanikiem i stwierdził, że jak mnie ten mój mechanik naciągnie, to normalnie przyjedzie i na niego nakrzyczy.
Tato Maryśki pomógł mi dzisiaj z tym wszystkim, tak że moja wdzięczność dla tych ludzi sięga nieba praktycznie:) Koniec końców, ze względu na jakieś koszmarne koszty, zgodziłam się na wiercenie dziury w tym całym konwerterze i już mam gdzieś, że będzie dawał głos jak traktor znowu. Wymienię, jak dostanę wypłatę na jakiś second hand i tyle, a potem chyba poszukam sobie nowego samochodu, bo już mnie głowa boli od tych napraw:/ Co nie przespałam dzisiaj i narozmyślałam się i nastresowałam, to moje niestety. W związku z tym całym bajzlem.... wszystko mam spakowane i ready-to-go. Tortowski po mnie przyjedzie popołudniu, być może już mój samochód będzie gotowy, to pozbyłabym się kłopotu pakowania tego majdanu jutro! Może będę mieć szczęście w końcu... bo tu mam pecha do różnych mechaniczno-elektrycznych spraw:/
Ed co prawda ciutek marudził, że znów będzie musiał jeździć 5godzin, ale mu wyperswadowałam, że chyba woli, żebym była z nim, niż czekała do jutra na samochód (bo...dzisiaj i tak przyjedzie, ale gdybym jeszcze nie miała samochodu, to jutro musi mnie do Dungarvan znów odstawić:p). Ale będzie i jadę z nim i tyle. Może będzie moje autko sprawne już, to jeden kłopot mniej:) Mam nadzieję, że będzie, bo mnie to wszystko na maksa już zestresowało:( Cała ta sytuacja z samochodem:(

Eddie powiedział, że mieszkanie jest przepiękne i mamy niesamowity widok, w zasadzie wszystko jest cacy (odpukać...) i pozostało mu wypakować jeszcze trochę swoich gratów i zadzwonić do gości od kablówki i netu:) W końcu stwierdził, że będziemy naprawdę szczęśliwi tam:O:D
Mimo marudnych chwil, jest kochany;p (a zawsze było, że to ja marudzę-w każdym innym związku:O). Wczoraj naprawdę okazał się podporą, bo już prawie ryczałam mu w słuchawkę z bezsilności. Powiedział, że wszystko będzie ok, znalazł rozwiązanie w postaci samochodu jego mamy, bo ona nie jeździ ostatnio i ponieważ ma wolne w przyszłym tygodniu, to mógłby mnie dowozić i przywozić z pracy:D

Okaże się koło 17tej, jak się sytuacja z samochodem kształtuje, a teraz biorę się za lunch i resztki pakowania (żarcie mi zostało i kilka drobiazgów do załadowania w jakieś wory albo pudła). A potem może "Californication" sezon 2:)) Uwielbiam ten serial!:)

9 komentarzy:

  1. Podobno praktyka czyni mistrza - zatem ty mistrzostwo w przeprowadzaniu się masz już w kieszeni. Mnie to zwykle idzie jak po grudzie i wiecznie mam rozgrzebane ruchomości w kilku miejscach na raz:( Ale szczytem szybkości przeprowadzki było, kiedy moja współlokatorka doprowadziła mnie do szewskiej i akurat sąsiadka przyszła mi powiedzieć, że ostatnie pudła wynoszą i mogę się już wprowadzić. Na przeciwko z resztą. Dwoje otwartych drzwi i aż furczało tak fruwały klamoty:)) Buźka

    OdpowiedzUsuń
  2. Aha, mi się przypomniało, że może trzeba było to warunkowanie trochę inaczej ująć niż "tresura psa"... Bo Maruda myśli, że ty potwór jesteś:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Za to potem będzie już raj na ziemi. Tego Ci życzę. mam nadzieję,że przewidziałas za czas jakiś imprę -parapetówkę? Bucha! Zaba

    OdpowiedzUsuń
  4. Z samochodami tak jest, jak sa nowe tylko sie nie psuja ale za to drogo kosztuja, w europie podobno macie duzo tansze samochody niz my tu.
    Wiatr wieje jak oszalaly strach sie bac.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakiż blond-demoniczny wizaż, uahaha! Zupełnie inny Koziołek! Fajnie.
    Co ta Elizzka marudzi o tańszych samochodach? A może Polska nie w Europie, heheh...
    ps: z tresurą racyja jest święta, tyle, że nie wolno im tego tak w twarz rzucać, bo się delikatesiki stresują, heheh

    OdpowiedzUsuń
  6. będzie dobrze, wreszcie zaczyna sie kotłowac w pozytywną stronę. pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. się naczytałam oczywiście z dumą z Tortowskiego.Bo to i wspaniałe uczucie gdy osoba najukochańsza definitywnie oznajmia,że dobrze będzie.
    A z samochodem-nie ma tego złego-mechanikę Będziesz posiadała w jednym palcu (wskazującym).I jak mieszkanko? no jak?

    OdpowiedzUsuń
  8. machałem jak przelatywałem - widziałaś???

    OdpowiedzUsuń
  9. dzieki za komenty - korzystam z zaprzyjaznionego kompa w robocie;p
    jak dostaniemy net i kabel, to cos naskrobie;)
    kurde, Randdal, akurat w 4 scianach siedzialam,buuuu:/;p

    OdpowiedzUsuń