wtorek, 2 grudnia 2008

W przerwie...

...pomiędzy układaniem w rządki i podpunkty swojej wiedzy nt. method transfer i czym jest donepezil zrobiłam sobie przerwę... no bo ile można!!! Czeka mnie jeszcze przeczytanie wszystkiego, co znalazłam nt. tej firmy, w której mam jutro interview. Masa roboty, a czasu coraz mniej i czuję jak pojemność mózgu mi się kurczy stopniowo:/
Mogę jedynie zdradzić, że firma jest 5tą na liście największych molochów farmaceutycznych (i już z tego powodu robi mi się słabo...). Benefity dają takie, że chyba jakoś będę w stanie przejść do porządku dziennego nad faktem wielkości tej firmy, no bo ile można biedować. Może jakieś fajne możliwości otworzą się w końcu przede mną:)

Tak sobie siedzę i podsumowuję to doświadczenie z ostatnich 5 miesięcy i wychodzi na to, że jest tego więcej niż uzbierałoby się z ostatnich 4lat:o Dziwne, ale prawdziwne...hmm...

Tortowski już dzwonił, wypytał mnie o różne cuda wianki, powiedział, co on sam by powiedział (i cholera ma rację, że jednym z powodów zmiany adresu jest on sam, już się pytałam mojej agentki o to), telefon mu się już wywalił, bo nie naładował baterii wczoraj:/ Więc długi wieczór przede mną - w zasadzie to dobrze, bo mogę się skupić na tych wszystkich pierdołach, które muszę wiedzieć...
Do miejsca przeznaczenia mam jakieś 2,5h jazdy, ale dam sobie kolejne półtorej na powtórkę małą i wciągnięcie czegoś przed rozmową.
A po rozmowie czeka mnie już tylko jazda do Dublina i spotkanie z Ciachem:)
Kurde, ten to ma rozpęd, niech go:D Wczoraj już szukał mieszkań w Greystones, żeby nam obydwojgu pasowało do roboty. Sprawdziłam już czas dojazdu i wychodzi jakieś 40min w jedną stronę - nie powiem, żebym była zachwycona, ale na jakiś kompromis trzeba pójść. Ważne, że niedaleko góry, a pod nosem morze:)

Nie wiem, o której dotrę do chaty, bo to zależy od tego, o której skończę z Eddiem;p Może na wszelki wypadek się zaopatrzę w kilka niezbędnych do przetrwania rzeczy, w razie W...

Kurde no... musiałam powiedzieć tacie co się wydarzyło z tą moją nieszczęsną robotą... nie potrafię kłamać, tak już mam:/ ulżyło mi, ale teraz się będę martwić, że on się martwi...i tak w kółko Macieju...

5 komentarzy:

  1. zajefajnisty ten blog!!!!!!:) zaraz dodam u siebie. wiesci o starej pracy mnie powalily i ci ludzie...co za wredne geny, niby sie z toba przyjaznia jedza z twojego stolu,sluchaja twoich zwierzen boze tragedja z takimi judaszami i tyle. Moze dlatego pozniej czlowiek ma tylko kilku znajomych i bardzo ostroznei podchodzi do innych.
    bede trzymac kciuki dzisiaj za ciebie i oczywiscie daj znac jak poszlo po powrocie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nooooo teraz to wiem jak to zrobić,żeby się wklepać komentarzowo.Bo ja to prosta ,sędziwa Smoczyca jestem i kapeczkę nie nadążam.....
    ale,ale praca pracą,nerwy zszargane,jednak Masz wspaniałego Tortowskiego u Swego boku i plany na przyszłość.
    macham zatem spokojnie życząc wszystkiego naj.

    p.s. tamten kasuję.ten wklepuję-adres

    OdpowiedzUsuń
  3. kie skojarzenia???????no soo Ty?ale chciało by się powiedzieć-wyszedł pełną gębą,ale nie kojarząc nic a nic gęba nie pasuje w owym anatomicznym przypadku...Dośka wcale nie kojarząca...

    OdpowiedzUsuń
  4. Taka kocica zawsze spadnie na cztery łapy. I dlatego, cokolwiek się wydarzy, będzie dobrze:) Przede wszystkim się wyśpij porządnie... Buźka

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko będzie dobrze. Prędzej, czy później. Lepiej prędzej! Bucha! Zaba

    OdpowiedzUsuń