Przy powitaniu dowiedziałam się, że wyglądam jak milion dolców (taki miał być efekt,hehe;p);>
Tak jak już wspomniałam na swoim starym blogu: www.czarka-zielonej-herbaty.bloog.pl ,poszliśmy do włoskiej knajpki coś wciągnąć. Dobre było, nie powiem, z tą różnicą, że ja się czułam dobrze, a Ciacho nie...:/ Tzn... potem wypiliśmy po kielonku baileysa z koniakiem i....jeszcze jednego... a potem było...cenzura
Rano czekała na nas polarna pogoda... zimno jak cholera...a to widok z hotelowego okna na rzekę:
Pokój był całkiem całkiem:) Nawet plazma na ścianie:)
Pogrzebaliśmy w necie w celu znalezienia interesującej nas muzy i filmów (bo w telepudle wciąż nic), co w 75% nam się udało i spędziliśmy większość soboty (wyłączając spacer brunchowy) w pozycji horyzontalnej, sprzyjającej spalaniu kalorii;p Obejrzeliśmy kawałek 'Indiana Jones and the Crystal Scull'. "Wall'e" był fajniejszy, prawdę mówiąc, a obydwa filmy oglądałam już 2 razy:)
Wieczorem udaliśmy się na kolację w restauracji hotelowej (szef kuchni się nie postarał:/), a potem dokończyliśmy "Indiana Jones and the Crystal Scull". Nie udało nam się dokończyć ze względu na opadające powieki, więc jak na emerytów przystało ;p poszliśmy spać z kurami o 23:o
Rano Eddie zamówił śniadanie w recepcji (trochę kiepskie było, szczerze mówiąc, a niby irish breakfast...hmm), a potem...
Najpierw Dunmore East:
Jakieś dziwaczne pokłady skalne dominowały w krajobrazie:o
Tudzież... facet postanowił, że dla lepszego efektu wizualnego założy moje okulary przeciw-klarowe... chciał, to dostał:p
Na tej brązowej, niegościnnej skale, zadomowiły się skorupiaki różnej maści, a ta łapka to mojego Ciacha jest oczywiście;) Posłużyła mi za linijkę;)
A tak to jest, jak się wam facet zbuntuje i powie 'nogi mnie bolom...nie ide tam...:p' ;p
A to ja... no uparł się jak osioł:p
Mały wodospad:
A to już Tramore - plaża... ta długa na 3 mile:
A potem wróciliśmy do Waterford, wsiadłam w Stefcia i pojechaliśmy... ja do Dungarvan a moje Ciacho do Dublina:( I oczywiście już zaczęliśmy się mazać, ledwo się rozstaliśmy... bo jakby inaczej:p
Oj, będzie miał Eddie jeszcze jedno dziecko do pilnowania, tym razem dorosłe, czyli mnie - o czym nie omieszkałam mu wspomnieć:p
Uczył się mówić 'kocham cię kochanie moje' - dobrze mu idzie:) Nawet mi napisał:O Oczywiście, że wie, o co chodzi, bo od razu mu przetłumaczyłam:)
A poza tym... hmm... nie słyszałam nigdy tylu ważnych słów z męskich ust...łał... normalnie za każdym razem szczęka mi opada:o
Wychodzi na to, że pracy będę szukać sobie w Dublinie znowu i przeprowadzę się do mojego Eddiego:) On chce coś bardziej odpowiedniego dla nas wynająć, ale mi tam rybka, byle dostać pracę w którejś tam kompanii farmaceutycznej i mieć na opłaty i inne pierdółki i ... byle być z nim... Jest moim szczęściem i będzie...:) Wiem, bo już wiem, jak się zachowuje zaangażowany na 100% facet, a jak nie...:)
Jutro znów poszukiwania pracy, więc
....
Tymczasem...borem lasem;)
witam!!!!
OdpowiedzUsuńAle miło:)Jak mi się pogoda trochę wyklaruje, też ruszam się wycieczkować:) Swoją drogą, Ulubionego poznałam zaraz po tym (i równocześnie dzięki temu) jak głupio straciłam pracę. Miałam przynajmniej czas na spokojne rozwijanie znajomości zanim rozpoczęłam następną:) Buziaki,
OdpowiedzUsuńnowy blog, nowa praca, nowy facet... może nie w tej kolejności;P masz dobra passe i tak trzymaj!
OdpowiedzUsuńAneta
ps. juz mam twój blog w ulubionych :):):) Aneta
OdpowiedzUsuń