środa, 25 marca 2015

:)))

Długo bardzo mnie tu nie było, ale cóż, taki lajf, a co się odwlecze, to nie uciecze ;-p

Minęły moje urodziny, olutkowe urodziny, psiny urodziny...

Skończyły się wykłady. Właśnie rzeźbię ostatnie zaliczenie - do piątku muszę oddać, a od poniedziałku egzaminy w ostatniej sesji. Potem trzeba będzie szukać stażu, żeby dyplom dostać.

Plan na wakacje mam - a raczej, co zrobić z Olutkiem, żeby móc spokojnie pracować. Plan podpowiedzieli mi znajomi. Podejrzewam, że będzie bardziej do przełknięcia przez rodzinkę aniżeli pierwotny. Zobaczymy.

Piękna wiosna za moim oknem, chociaż w czasie porannego joggingu zimny wiatr daje popalić, prosto w twarz.

Niedawno całkiem byłam na pewnym koncercie (pierwszy od wielu lat...), tu kilka fotek:




Panowie nazywają się The Parlotones i gdyby nie pewien M., to na pewno nie byłabym na tym koncercie... Bo to była... nasza pierwsza randka ;-)

Cóż by tu wam napisać w temacie...

Mailowaliśmy od początku stycznia. Tzn. wymieniliśmy 3 maile, a potem zapomniałam odpisać, bo miałam sesję na głowie i myślałam, że wysłałam maila ale jednak nie wysłałam :-D 
Ale jak już wspomniałam, co się odwlecze, to nie uciecze...
Zaczęliśmy od tematów całkowicie niezwiązanych z randkowaniem. Teraz wiem dlaczego. Ja też nie czułam się wtedy na siłach, chęci było brak. 

Ale... 
W końcu odpisałam, kiedy się zorientowałam, że nie odpisałam wcześniej LOL 
I tak się rozkręciło jakoś... Potem przeszliśmy na jeden komunikator telefoniczny, którego nazwy nie będę wymieniać, bo po co :p Ale od czasu do czasu maile się przydają - ech, pięknie pisze... Flirciarz jeden ;p
Początkowo chciałam się spotkać dopiero 21 marca, bo znowu miałam w głowie zaliczenia i egzaminy i mało czasu. 
Zrządzeniem losu czas jakoś się znalazł, żeby się spotkać tydzień wcześniej.
A to dlatego, że po drodze miałam jeszcze wypadek samochodowy, który skończył się skasowaniem auta i przetarciem lewego boku w sąsiednim aucie, natomiast mnie się nic nie stało, poza nadwerężeniem wszystkich możliwych mięśni i ścięgien pleców - stąd zwolnienie z zajęć na 10 dni, które się przeciągnęło trochę ze względu na wizyty w szpitalu i takie tam. 
Nowe auto musiałam jak najszybciej kupić, bo jest niezbędne. I znowu fart pod tym względem, finansowy głównie :)
Wszystko więc działało tak, jak powinno...

A więc, spotkaliśmy się, chemia poszła taka, jakby supernova właśnie się narodziła i tak się bujamy od tamtego weekendu, 14 marca 2015... ;)

Po drodze była herbaciarnia, herbatka u mnie, trochę jeżdżenia, spontaniczna randka w Dublinie (poczułam się jakbym znowu była w liceum), dużo przytulania, całowania i.... [OCENZUROWANO!] ;p

Biorąc pod uwagę, co obydwoje przeszliśmy, to... wszystko się bardzo szybko kręci :D 

Aha, to Polak jest. Na szczęście. W zasadzie, to znacie moje wymagania w tej kwestii - tylko nasza nacja wchodziła pod uwagę. 

Łączy nas sporo, dużo, wiele, nie wiem tak do końca, co nas dzieli poza odległością (ok.70km, tylko i aż). W dość ciekawy sposób się uzupełniamy. A ponieważ eksperyment jest w toku, to nic więcej nie powiem i nie zdradzę - zostawię wam pole do imaginacyji wielkiej ;-p

Jeszcze wam pokażę siebie obecnie (bo wciąż chudnę, teraz na sokach):



Tylko grzywkę sobie skróciłam. Reszta rośnie na potęgę, jakby w tych soczkach coś specjalnego było poza witaminami i minerałami ;p

7 komentarzy: