wtorek, 11 września 2012

Rocznica

Moja ósma rocznica czaplenia na Irawyspie.

Nie świętuję, bo nie ma czego.
Co rok sobie mówię, że w kolejnym wracam do domu. I co roku jest to samo. Czyli nadal tkwię tutaj.

W szpitalu dzisiaj byłam, oczywiście Olo ze mną. Lizaka dostał od pań pielęgniarek, a ja miałam już dość i podróży i wyczekiwania w poczekalni przez ponad 2 godziny. Dobrze, że sobie znalazł kumpla, a ja sobie pogadałam z jego mamą, Polką.
Zrobili mi kolejną dziurę w ręce do pobrania krwi - taka fajna pielęgniarka pobierała mi krew, nigdy nie robią się siniaki i nie jest to bolesny proces, fachowiec z niej:) Babeczka z Rumunii pochodzi, z Transylwanii konkretnie!:)))
Hormon, który odpowiada za rozleniwienie tarczycy powoli wraca do normy. 4tyg. temu było 14 (jakichkolwiek jednostek, bo nie wiem w jakich tutaj mierzą), 2tyg temu 7, a teraz powinno być ok.3, skoro tak połowicznie się rozpada;) Norma wynosi ok.1 jednostki. Już mi włosy nie wypadają tak wariacko, ale zmęczona jestem nadal.
Moje neutrofile wracają do normy i to dość szybko (zaskakujące... ale nie dla mnie - pewnie chi kung działa), więc może uda mi się zobaczyć mojego dentystę wcześniej niż później;p
Nadal mam czerwone placki na twarzy, które trzymam pod kontrolą za pomocą kremu z kortyzonem, ale wystarczy że nie posmaruję na noc, a rano mam powrót potwora z Loch Ness...
Mogę już nosić szkła kontaktowe (nareszcie!!!), więc śluzówki wróciły do normy.
Waga stoi w miejscu, ale to przez tarczycę. Ćwiczę, chodzę na dwugodzinne spacery prawie codziennie z Olkiem i psem, staram się jeść wg zasad mojej diety, a waga stoi... Jeszcze kilka tygodni i może zacznie spadać nareszcie. 

Steper świetnie się sprawdza zamiast biegania - bieżni tutaj nie wstawię przecież, nawet mnie nie stać na to.
O wygospodarowaniu czasu na bieganie na dworze nie ma mowy. Niby jak? Z Olkiem na barana? Na jego rozmiarówkę wózków dla biegających mam nie robią:))) Wysoki jest na swój wiek (a może to większość dzieci wokół jest mała? Polskie są zazwyczaj spore).
A z moją wydolnością jest jeszcze na tyle kiepsko, że pod większą górkę dostaję zadyszki - tarczyca plus neutrofile i inne faktory we krwi (większość była na czerwono na ekranie kompa w szpitalu...), więc się nie martwię już, że tak kiepsko fizycznie przędę.
Minęły 4 tygodnie od zakończenia leczenia, więc niewielki ułamek toksyn został jedynie wydalony z mojego organizmu.

Cały mój plan oczyszczania życia z naleciałości przeszłości powoli działa:)
Czuję się lżej bez tego całego bagażu emocjonalnego (raczej negatywnego) związanego z przeszłością (przecież ona już nie istnieje...).
Ale jeszcze daleka droga do 'puszczenia' wszelkich negatywnych wspomnień, nieprzywiązywania się do takich bzdetów. Do całkowitego zdrowia emocjonalnego i fizycznego.
Lustro umysłu trzeba polerować codziennie, wg powiedzenia Zen.

Nie mam motywacji do rozwijania swojego portfolio jakoś. Albo jestem zmęczona za bardzo, albo jakieś inne przeszkody na drodze się pojawiają, a do tworzenia potrzeba spokoju. Przynajmniej ja potrzebuję, żeby móc chociaż wpaść na pomysł. 

3 komentarze:

  1. Oj ten Twój Syncio musi być lubiany przez panie pielegniarki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje rocznicy! Po szesciu latach mieszkania za granica nie wyobrazam sobie kiedykolwiek wrocic do Polski. Ja tam juz nie pasuje i dziwnie sie czuje jak jade w odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń
  3. No no no...
    Mam nadzieję, że "MÓJ" nie będzie świętował żadnych takich rocznic i wróci do mnie zgodnie z obietnicą już za kilkadziesiąt dni :)
    Fajnie, że ze zdrowiem i samopoczuciem coraz lepiej :) Oby tak dalej - a wena sama przyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń