wtorek, 27 stycznia 2009

Nareszcie!!!:D

Jak widać, mamy net!!!:) Cieszę się niezmiernie, bo... nareszcie mogłam sprawdzić wiadomości na wszelkich możliwych adresach mailowych, zajrzeć na facebooka, zapuścić beat fm (bo tu już nie ma zasięgu, a grają czasem fajną muzę i mają fajne audycje-lokalne eastcoast fm jest o kant dupy roztrzasnąć:/), zapodać wam jakąś fotę, np. z naszej pierwszej nocy na wspólnej chacie;p




I nareszcie mogę sobie pogrymolić, jak na grafomankę przystało;p

Jest fajnie, super hiper i inne trele morele, czasami padam na twarz po przyjściu z pracy (jak dzisiaj), a to chyba jedynie z powodu wyżyłowania się na siłowni wczoraj. Jakoś inny powód mi do łba nie przychodzi, bo spać poszliśmy po 22giej, a wstać musiałam o 6.50 (brrr... co za koszmarna godzina....ciemno, zimno i pada zazwyczaj:/).

W robocie też fajnie, jak dotąd. Niektórzy są zwariowani, inni całkiem normalni, hehe. Tak się jakoś złożyło, że piętro wyżej pracuje mój kolega Jerome z HCI (jak zajrzycie na historycznego bloga na wp, to traficie na ślad po nim:)), a w labie piętro niżej (cóż, to duża firma), pracuje brat bliźniak Mareczka - Krzysiek, który jest jednak normalniejszy od swojego bliźniaka z Dungarvan. Nie jest tak pierdolnięty jak to określiłam jakiś czas temu, ale ma swoje odpały - w końcu to bliźniaki jednojajowe, hehe:p

Nie wiem, gdzie jest polski sklep, a mam ochotę na kabanosy i inne frykasy:/ Jak mnie przypili, to do centrum będę musiała się kopnąć w weekend. Centrum Dublina oczywiście.

Koleżankę K. odwiedziłam ostatnio w Dublinie w piątek, więc pogadałam sobie w mowie ojczystej czas jakiś. No bo w domu sobie nie pogadam, chyba że przez telefon, albo skajpa z rodzinką (com też uczyniła dzisiaj-Eda zobaczyli nareszcie na żywca;)), no i w pracy jest kilka osób z polskim obywatelstwem, więc też można i nie ma jakichś głupich zasad o nie używaniu języków innych niż angielski.

W zasadzie to jedynie nadmienię, że coś kiepsko sypiam czasem - chyba się muszę przyzwyczaić do dodatkowego osobnika w łóżku - a mamy wielkie wyro;p

Lecę do was nadrabiać zaległości;)

5 komentarzy:

  1. Madzialeno! Nareszcie zaczynasz poznawać uroki bycia częścią...rodziny! Bo to nie taki tam, pierwszy lepszy związek tylko, mam nadzieję udana, próba bycia rodziną.I zobacz jak się wszystko układa i praca i życie osobiste. Tak trzymaj. Bucha! Zaba

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem jak najbardziej za zasada nie uzywania zadnych innych jezykow w pracy jak ten w danym kraju obowiazujacy. I zauwazylam ze tylko Polacy maja cos przeciw. Pominawszy wszelkie inne powody - to jest "rude" . Pozdrawiam Dublinia

    OdpowiedzUsuń
  3. Dublinio, gdyby pracowaly tutaj inne, nieanglojezyczne narodowosci, to tez korzystalyby z tego luksusu. Tak sie sklada, ze to jest tolerancyjna firma, a w rozmowach prywatnych i zawodowych rowniez, mozna uzywac jakiegokolwiek jezyka sie chce. Dla mnie to akurat wazne, bo na codzien mam do czynienia z angielskim i odrobina polskiego co jakis czas nie zaszkodzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. rozkwitasz jak różyczka

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie! Już myślałam, że Cię życie tortowskie zassało na amen i porzucisz blogową rodzinkę...
    A my byliśmy pierwsi! Hihihihi

    ps: cieszę się razem z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń